Recenzje

” W środku nocy” – Riley Sager

Autor: Riley Sager
Tytuł: W środku nocy

Data premiery: 12.03.2025
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 417
Gatunek: kryminał, sensacja, thriller

 Tłumaczenie: Ryszard Oślizło

„.. Najstraszniejsze nie są potwory, tylko ludzie, którzy udają, że ich nie ma..”

 

W ŚRODKU NU-DY? A MOŻE JEDNAK NIE? – czyli jak Riley Sager zrobił mnie w bambuko, a ja mu za to przybiłam piątkę 🙂

„Kochana, przeczytałam książkę, w której przez 20% NIC SIĘ K%RWA NIE DZIEJE, a potem… potem nie mogłam się oderwać.”

Bo Riley Sager, ten literacki troll w marynarce, znowu odpalił swój ulubiony motyw: daj czytelnikowi do ręki horror, ale zamiast straszyć, każ mu się wkurwiać przez połowę książki, aż w końcu powiesz: oooo, teraz to dowiózł.

„W środku nocy” to książka, którą zaczynasz z myślą: „O, będzie mrok. Będą pochodnie w lesie, szkielet pod poduszką i dziecięcy śmiech o północy.” No i… niby tak. Ale nie do końca. Bo Sager nie daje ci prostej historii o tym, jak zło wychodzi z ciemności. On daje ci historię o tym, jak największe zło siedzi na zadbanym osiedlu, podlewa trawnik i mówi „dzień dobry” sąsiadom. I to jest przerażające bardziej niż cała Annabelle.

Wchodzisz w to powoli. ZA powoli. Tak powoli, że masz ochotę potrząsnąć autorem i zapytać, czy przypadkiem nie pisze tej książki na klawiaturze z betonu. Przez pierwsze rozdziały człowiek siedzi jak na nieudanym seansie spirytystycznym: ciemno, cicho, niby coś tam puka, ale to może lodówka. I kiedy już chcesz rzucić książką o ścianę, nagle BACH – zaczynają się pojawiać znaki, że może jednak ktoś tam coś widział, może ktoś coś pamięta, a może to wszystko jedna wielka ściema podszyta traumą i bajkami o duchach.

I wtedy już wciąga. Jak bagno, jak toksyczny ex, jak chipsy po dwudziestej drugiej. Bo nagle wszystko zaczyna mieć sens – te przemilczenia, te piłeczki pojawiające się w ogrodzie, te dziwne odczucia i sny. Sager zaczyna bawić się twoją percepcją jak kot z rozstrojem nerwowym – raz podrzuca trop, raz ci go odbiera, raz sprawia, że wierzysz w duchy, a raz w to, że wszyscy mają nierówno pod sufitem.

Ale to nie wszystko. Bo nagle okazuje się, że w tle tej całej historii snuje się motyw dziecięcej ciekawości, która zaprowadziła za daleko, zazdrości i głupoty, która wżera się w mózg jak rdza. I nagle nie czytasz thrillera. Czytasz coś między dramatem obyczajowym a opowieścią o winie, żalu i próbie rozliczenia się z przeszłością. Ale spokojnie, to nie jest ckliwa spowiedź u Oprah Winfrey. To nadal jest klimatyczne, mroczne i miejscami naprawdę poruszające.

Postaci? Nie są tu po to, żebyś je kochała. Są po to, żebyś się z nimi mocowała. Ethan, główny bohater, to facet, który wraca do rodzinnej miejscowości, gdzie 30 lat temu, ktoś uprowadził jego przyjaciela Billego. Ktoś go uprowadził w środku nocy, z ogrodu za domem, gdzie przyjaciele nocowali pod namiotem. I przez większość książki ma na twarzy wypisane: „ja już nie wiem, czy śnię, czy świruję”. Jest w nim coś z człowieka, który chciałby uciec, ale jest za bardzo przywiązany do koszmaru. I to działa. Nie jesteś w stanie mu całkiem zaufać, ale też nie możesz go zostawić.

A klimat? Gęsty jak stęchłe powietrze w opuszczonym przedszkolu. Masz ciszę w lesie, brak świerszczy, fotopułapki, które rejestrują kogoś, kto nie powinien tam być, i takie momenty, że włos jeży się na karku, mimo że nikt nie wyskakuje z siekierą. To właśnie Sager robi najlepiej – nie straszy, tylko niepokoi. Tego się nie czuje od razu. To cię zalewa stopniowo, aż orientujesz się, że siedzisz w tej historii po uszy.

I najpiękniejsze? Finał. Bo ten facet robi coś, czego nie spodziewasz się po thrillerze. On odczarowuje zło. Mówi ci: to nie potwory zabijają. To nie demony. To nie duchy. To ludzie. I to nie ci „źli”. I wtedy czujesz, że cały ten horror był tylko narzędziem do pokazania czegoś dużo bardziej bolesnego – że najgorsze rzeczy robi się w milczeniu, ze strachu, z żalu, z niewiedzy.

Więc jeśli szukasz thrillera, który rozpieprzy ci głowę i jeszcze kilka dni później będziesz analizować każde zdanie – bierz. Ale nie oczekuj szybkiej jazdy bez trzymanki. Będzie powoli. Będzie duszno. I będzie warto.

A jak skończysz, to też będziesz siedzieć przy winie i mówić: „Wiesz, tam była scena z sercem na miedzianym talerzu. I to nawet nie była najgorsza rzecz w tej książce.”

Bo najgorsze nie kryje się w nawiedzonych instytutach, w nocnych cieniach i w mrocznych rytuałach. Najgorsze kryje się na zwykłym osiedlu, wśród ludzi, których mijasz codziennie. Tych, którzy się boją, którzy milczą, którzy robią głupie rzeczy z jeszcze głupszych powodów. Bo czasem prawda nie jest spektakularna. Czasem jest po prostu smutna. Ludzka. I właśnie przez to tak mocna.

 


Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *