Autor: John Glatt
Tytuł: Zaginione dziewczyny
Data premiery: 02.09.2021
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 480
Gatunek: true crime, reportaż
Tłumaczenie: Kinga Markiewicz
„… – Zostałam porwana. Nie było mnie przez dziesięć lat, ale nareszcie jestem wolna..”
„Zaginione dziewczyny” Johna Glatta – to nie jest kolejna kryminalna fikcja, gdzie detektyw z wąsem rozwiązuje sprawę po dwóch kieliszkach whisky. To brutalna, autentyczna historia Amandy Berry, Giny DeJesus i Michelle Knight – trzech kobiet, które przez dekadę były więzione przez Ariela Castro w jego domu w Cleveland. Dekadę. Dziesięć lat horroru, o jakim nie chce się myśleć, ale też nie da się przestać czytać.
Autor bazuje na policyjnych aktach, raportach sądowych i wywiadach, odtwarzając nie tylko to, co działo się za zamkniętymi drzwiami, ale i to, jak system zawiódł te dziewczyny – zwłaszcza Michelle, której zaginięcia niemal nikt nie zauważył.
Kiedy skończyłam czytać tą książkę, czułam, jakby ktoś wyrwał mi powietrze z płuc. Ta pozycja to nie fikcja, nie wymyślona opowieść mająca wywołać dreszcz emocji – to czysty true crime, bezlitosny i brutalny w swojej prawdziwości. Reportaż oparty na faktach, który w detalach odtwarza jedno z najbardziej wstrząsających przestępstw współczesnej Ameryki.
To, co najmocniej we mnie uderzyło, to skala zaniedbań. Jak to możliwe, że przez 10 lat nikt niczego nie zauważył? Że policja, rodziny, sąsiedzi – wszyscy byli o krok od odkrycia prawdy, ale nigdy nie udało im się połączyć faktów? W jednej ze scen książki Castro zaprasza swoją rodzinę na grilla na podwórku, podczas gdy jego ofiary były więzione w piwnicy. Ta makabryczna normalność przeraża najbardziej.
Dzień po dniu, rok po roku. Jak w thrillerze? Może. Tylko że tutaj nie ma hollywoodzkich zwrotów akcji – jest za to brudna rzeczywistość, w której Michelle zaginęła jako pierwsza w 2002 roku i… nikt specjalnie nie bił na alarm. Bo była dorosła, bo miała trudne życie, bo system czasem zawodzi w sposób absolutnie bezczelny.
Potem Ariel Castro porywa kolejne dziewczyny i trzyma je w warunkach, które trudno nawet opisać. Sadyzm level hard. Czytałam i miałam wrażenie, że za chwilę wybuchnę z bezsilności. A potem przyszła ulga – 6 maja 2013 roku Amanda Berry robi to, co w kinie uznalibyśmy za nierealistyczne: ucieka, krzyczy, wzywa pomoc i kończy ten koszmar.
Ostatnie rozdziały to nie tylko opowieść o ucieczce Amandy Berry i uwolnieniu wszystkich trzech kobiet, ale także o konsekwencjach dla oprawcy. Castro został skazany na dożywocie plus 1000 lat więzienia, ale nie wytrzymał długo – powiesił się w celi po niecałym miesiącu.
Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, jak wypadła ekranizacja.
„Potwór z Cleveland” (2015) reż. Alex Kalymnios skupia się głównie na Michelle Knight, a Taryn Manning wciela się w nią z takim zaangażowaniem, że aż boli. Dosłownie. Film wbija w fotel, ale nie jest dla osób o słabych nerwach.
Czy warto czytać? Tak. Czy warto oglądać? Też tak. Ale bądźcie gotowi – to nie jest historia, po której człowiek wraca do codzienności, jak gdyby nigdy nic.
A jeśli chcecie jeszcze mocniej zagłębić się w sprawę, polecam dokument „Ariel Castro: The Monster of Cleveland exposed” na YouTube. Ale ostrzegam – po tym wszystkim zaczniecie zastanawiać się, ile tak naprawdę wiemy o ludziach, którzy mijają nas na ulicy.
„Zaginione dziewczyny” to mocny, bezkompromisowy true crime, który nie pozwala odwrócić wzroku. To przestroga, że prawdziwe potwory nie kryją się w ciemnych zaułkach, ale mogą mieszkać tuż obok, ukryte za drzwiami zwyczajnego domu na przedmieściach.
Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

