Recenzje

„Kuśnierz”- Piotr Kościelny

Autor: Piotr Kościelny
Tytuł: Kuśnierz

Data premiery: 01.09.2024
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 528
Gatunek: thriller, kryminał

„Zwyczajnie lubiłem zabijać. Chciałem zabijać. Chcę być panem życia i śmierci.”
( Ted Bundy )

„W każdym z nas drzemie iskra dobra i zła. To od nas zależy, którą rozniecimy.” – tę myśl miałam w głowie przez cały czas czytania „Kuśnierza”.

Wiecie, co najbardziej lubię w spotkaniach z Piotrem Kościelnym?

To, że nigdy nie mam poczucia straconego czasu.

Brzmi banalnie? Być może. Ale kiedy czyta się tyle kryminałów co ja, zaczyna się doceniać rzeczy pozornie oczywiste. Coraz częściej trafiam na historie, które obiecują piekło, a serwują jedynie katalog makabrycznych scen. Autorzy prześcigają się w wymyślaniu coraz brutalniejszych morderców, coraz bardziej krwawych opisów i coraz dziwniejszych motywów zbrodni, jakby ilość przelanej krwi automatycznie przekładała się na jakość opowieści.

Nie przekłada się.

Krew bardzo szybko wysycha.

Dobra historia zostaje.

Dlatego z taką przyjemnością wróciłam do świata stworzonego przez Kościelnego. Po „Zwierzu” wiedziałam już, że czeka mnie kilka wieczorów zarwanych z własnej, niczym nieprzymuszonej woli. I dokładnie tak było. Miałam przeczytać kilka rozdziałów przed snem. Naprawdę wierzyłam w ten plan. Mój czytnik najwyraźniej również, bo nawet nie protestował, kiedy po raz kolejny spojrzałam na zegarek i odkryłam, że noc zdążyła rozpędzić się na dobre.

Nie będę udawała, że byłam tym faktem szczególnie zaskoczona.

Po „Zwierzu” miałam ogromne oczekiwania wobec „Kuśnierza”. Nie dlatego, że poprzednia część zostawiła mnie z niedosytem, ale dlatego, że poprzeczka została zawieszona naprawdę wysoko. Powrót do świata Marka Mikulskiego nie mógł być zwyczajnym odcinaniem kuponów od sukcesu poprzedniej powieści. I całe szczęście nie jest. I tutaj Piotr Kościelny zrobił mnie koncertowo. Weszłam w tę książkę przekonana, że za chwilę wrócę do wydarzeń po „Zwierzu”, a on spojrzał chyba na moje oczekiwania z pobłażliwym uśmiechem i stwierdził: „Nie tak szybko”. Zamiast kontynuacji dostajemy podróż do początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy Marian Gurdak nie jest jeszcze postrachem z policyjnych akt, ale człowiekiem, w którym zło dopiero zapuszcza korzenie. I właśnie to okazało się strzałem w dziesiątkę. Bo zanim zaczniemy zastanawiać się, jak go zatrzymać, najpierw obserwujemy, jak krok po kroku rodzi się potwór. A kiedy już zdążysz zapomnieć, że przecież miała to być kontynuacja „Zwierza”, Kościelny z pełną premedytacją przerzuca cię do teraźniejszości i dopiero wtedy uruchamia wydarzenia, na które tak naprawdę wszyscy czekaliśmy.

To zagranie mogło się kompletnie nie udać. Dwie płaszczyzny czasowe potrafią wybić z rytmu nawet najlepszy kryminał. Tutaj jest odwrotnie. Każdy powrót do przeszłości sprawiał, że jeszcze bardziej chciałam wrócić do teraźniejszości.

Najbardziej cieszył mnie jednak powrót Marka Mikulskiego. Są bohaterowie, których pamięta się tylko dlatego, że rozwiązują zagadki. Mikulski działa na mnie zupełnie inaczej. Kiedy pojawił się ponownie, miałam wrażenie, jakbym spotkała starego znajomego. Takiego, którego nie widziało się od dawna, ale wystarczy kilka minut rozmowy i wszystko wraca na swoje miejsce.

Lubię go za normalność. Za to, że nie próbuje być najmądrzejszym człowiekiem w pomieszczeniu. Nie wygłasza błyskotliwych monologów, nie zachowuje się jak nieomylny geniusz i nie rozwiązuje każdej sprawy jednym olśnieniem. Bywa zmęczony. Popełnia błędy. Frustruje się. I właśnie dlatego wierzę w niego bardziej niż w wielu papierowych śledczych, którzy wyglądają tak, jakby zamiast odznaki dostali supermoce. Mikulski nie wraca jako nieomylny superglina. Wraca jako człowiek zmęczony, poraniony wydarzeniami ze „Zwierza”, wciąż dźwigający ciężar tamtej sprawy. Widać to niemal od pierwszych scen, kiedy wspomina syna i ludzi, których nie udało mu się ocalić.

I właśnie dlatego kibicowałam mu od pierwszej do ostatniej strony.

Kościelny ma jeszcze jedną cechę, za którą bardzo go cenię. Nie komplikuje języka tylko po to, żeby udowodnić, jak świetnym jest pisarzem. Pisze prosto, dynamicznie i niezwykle obrazowo. Nie zatrzymuje akcji niepotrzebnymi opisami. Nie popisuje się literackimi fajerwerkami. Każde zdanie prowadzi historię do przodu. To jest właśnie ten rodzaj stylu, który sprawia, że kolejne strony znikają w zastraszającym tempie.

A brutalność?

Dokładnie taka, jakiej oczekuję od Piotra Kościelnego.

Nigdy nie mam wrażenia, że przemoc pojawia się wyłącznie po to, żeby szokować. Ona jest elementem tej historii. Buduje napięcie, pokazuje skalę okrucieństwa sprawcy i przypomina, że seryjni mordercy nie są filmowymi antybohaterami, lecz ludźmi pozostawiającymi po sobie prawdziwe tragedie.

Bardzo spodobał mi się również pomysł prowadzenia fabuły na dwóch płaszczyznach czasowych.

To nie jest jeden z tych zabiegów, które istnieją tylko dlatego, że są modne. Tutaj każda scena z przeszłości ma znaczenie. Początkowo czytelnik dostaje pojedyncze elementy układanki. Niby wszystko wydaje się od siebie odległe, ale z każdym rozdziałem zaczyna dostrzegać, że te historie coraz mocniej się zazębiają. W pewnym momencie łapałam się na tym, że bardziej niż odpowiedzi interesowało mnie pytanie: jak autor połączy te wszystkie wątki? I zrobił to naprawdę satysfakcjonująco.

To właśnie ten moment czytania lubię najbardziej. Kiedy zamiast przewidywać zakończenie, próbuję zrozumieć mechanizm całej układanki.

Ogromnym atutem książki jest również tempo.

Nie pamiętam chwili, w której miałabym ochotę odłożyć ją „na jutro”. Zawsze kończyło się tak samo: jeszcze jeden rozdział. Jeszcze kilka stron. Jeszcze tylko sprawdzę, co wydarzy się dalej.

A później okazywało się, że kolejny rozdział kończy się w takim miejscu, iż odłożenie książki byłoby zwyczajnie niemożliwe.

Nie oznacza to jednak, że „Kuśnierz” opiera się wyłącznie na pościgu za mordercą. W tle pojawiają się pytania o odpowiedzialność, polityczne decyzje, zamiatanie błędów pod dywan i cenę, jaką płacą zwykli ludzie za cudze ambicje. Sam motyw ukrywania ucieczki Gurdaka jest przerażający właśnie dlatego, że wydaje się boleśnie wiarygodny. Kiedy czytałam fragmenty dotyczące tuszowania całej sprawy, miałam wrażenie, że większym zagrożeniem od samego mordercy bywają ludzie próbujący ratować własne stanowiska.

Nie będę zdradzała finału.

Powiem tylko tyle, że ostatnia konfrontacja z Gurdakiem dostarczyła mi dokładnie takich emocji, jakich oczekuję od dobrego kryminału. Jest napięcie, jest niepewność i jest świadomość, że do samego końca wszystko może potoczyć się inaczej.

Czy „Kuśnierz” jest lepszy od „Zwierza”?

Nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie.

Dla mnie to raczej dwie części jednej większej historii. Jedna bez drugiej traci część swojej siły. Jeśli nie znacie „Zwierza”, oczywiście odnajdziecie się w fabule, ale jestem przekonana, że znacznie więcej satysfakcji przyniesie przeczytanie obu książek we właściwej kolejności.

Kościelny po raz kolejny przypomniał mi, dlaczego od lat znajduje się w gronie autorów, po których sięgam niemal w ciemno. Lubię jego sposób prowadzenia narracji. Lubię to, że nie rozwadnia historii. Lubię jego bohaterów, którzy potrafią popełniać błędy. I lubię to, że kiedy zamykam książkę, nie zostaję z poczuciem straconego czasu, ale z myślą: „Kiedy następna?”

A skoro już o przyszłości mowa…

Jeszcze bardziej czekam teraz na ekranizację. Nie dlatego, że liczę na wierne odtworzenie każdej sceny, ale dlatego, że ten świat aż prosi się o dobry serial. Jest odpowiednio mroczny, dynamiczny i pełen bohaterów, którzy nie są jednowymiarowi. Jeżeli twórcy nie zgubią klimatu książki, może powstać jedna z ciekawszych polskich ekranizacji kryminałów.

I właśnie z takim uczuciem zamknęłam „Kuśnierza”. Nie z ulgą, że historia dobiegła końca, lecz z satysfakcją, że Piotr Kościelny nie tylko utrzymał poziom „Zwierza”, ale ponownie przypomniał mi, dlaczego jego nazwisko na okładce jest dla mnie wystarczającą rekomendacją.

Bo wiecie….są autorzy, których książki się czyta. Są też tacy, których książki się przeżywa. Piotr Kościelny od dawna należy u mnie do tej drugiej grupy. 😉


Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *