
Autor: Pergiorgio Pulixi
Tytuł: Ty jesteś prawem
Data premiery: 20.05.2026
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 496
Gatunek: kryminał, thriller
Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień
„Prawo jest równie straszliwe jak życie.”
Salvatore Satta
Mam do ciebie jedno pytanie. Powiedz mi tylko szczerze.
Jak długo człowiek potrafi wierzyć w państwo prawa, kiedy kolejny raz czyta w wiadomościach, że sprawca gwałtu, pedofil albo morderca wychodzi na wolność przez błąd proceduralny, źle zabezpieczone dowody albo przedawnienie?
Nie odpowiadaj od razu. Piergiorgio Pulixi i tak zrobi to za ciebie 😉
Już po „Wyspie dusz” wiedziałam, że ten Włoch nie zamierza rozpieszczać swoich czytelników. Wtedy pomyślałam, że może właśnie trafiłam na jedno z najciekawszych odkryć tego roku. Po „Ty jesteś prawem” przestałam mieć jakiekolwiek wątpliwości. To już nie jest odkrycie. To autor, którego kolejne książki będę kupowała w ciemno, bo bardzo dawno żaden thriller nie wciągnął mnie tak bezczelnie, żebym wieczorem obiecywała sobie „jeszcze jeden rozdział”, a godzinę później zorientowała się, że herbata jest zimna, pies patrzy na mnie z wyrzutem, a ja nadal siedzę z nosem w książce.
I wiecie co? Ani trochę tego nie żałuję.
Pulixi bierze na warsztat pomysł, który brzmi jak gotowy scenariusz serialu Netfliksa. We Włoszech pojawia się zamaskowany mężczyzna nazwany przez media Dentystą. Porywa ludzi, którzy dopuścili się odrażających przestępstw, lecz z różnych powodów uniknęli odpowiedzialności. Nie żąda okupu. Nie negocjuje z policją. Zamiast tego uruchamia transmisję internetową i oddaje decyzję w ręce tysięcy anonimowych widzów. To oni mają zdecydować, czy człowiek siedzący przed kamerą zasługuje na śmierć. Śledztwo prowadzą Vito Strega oraz dwie inspektorki, Mara Rais i Eva Croce, próbując powstrzymać człowieka, który z zimną krwią twierdzi, że nie odbiera życia. On jedynie wykonuje wyrok, którego – jego zdaniem – państwo nie miało odwagi wykonać.
Przyznajcie, że brzmi to piekielnie dobrze.
Mnie kupił już sam punkt wyjścia, ale bardzo szybko zrozumiałam, że Pulixi zastawił na mnie pułapkę. Myślałam, że dostanę rasowy thriller z mrocznym antagonistą i policyjnym śledztwem. Dostałam natomiast książkę, która z wyjątkową bezczelnością zaczęła grzebać mi w sumieniu.
Bo najważniejszym bohaterem tej historii wcale nie jest Dentysta.
Najważniejszym bohaterem jesteśmy… my.
To chyba największy komplement, jaki mogę zrobić tej powieści. Autor nie próbuje mnie przekonać, że seryjny morderca ma rację. Nawet przez moment. Zamiast tego zadaje pytanie, które z każdą stroną robi się coraz bardziej niewygodne. Co dzieje się ze społeczeństwem, kiedy przestaje wierzyć, że sąd, policja i państwo potrafią zapewnić sprawiedliwość? Jak długo człowiek będzie cierpliwie czekał na wyrok, zanim uzna, że znacznie prostszym rozwiązaniem jest oddanie głosu w internetowej ankiecie?
I właśnie wtedy zorientowałam się, że zaczynam obserwować nie tyle samego Dentystę, ile ludzi oglądających jego transmisje.
To oni mnie przerazili. Nie on. On jest konsekwencją. Nie usprawiedliwiam go. Ale doskonale rozumiem, dlaczego inni zaczynają go słuchać. I to jest chyba najbardziej przerażające.
Najbardziej przeraziło mnie nie to, że Dentysta zabijał. Przeraziło mnie to, jak łatwo zdobywał poparcie.
Bo autor nie oskarża wyłącznie mordercy. Oskarża tłum. Ludzi, którzy siedzą bezpiecznie przed ekranami, klikają „tak”, a potem mogą spokojnie powiedzieć, że przecież nikogo własnoręcznie nie zabili. Autor z niezwykłą precyzją pokazuje, jak łatwo odpowiedzialność rozpuszcza się w anonimowej masie. Jak szybko przestajemy być jednostkami, a stajemy się częścią zbiorowego głosu, który zawsze znajdzie wygodne usprawiedliwienie.
Najłatwiej oddać sumienie tłumowi. W tłumie zawsze łatwiej uwierzyć, że winni są wszyscy, czyli nikt.
I właśnie dlatego uważam, że „Ty jesteś prawem” wyróżnia się spośród dziesiątek thrillerów, które przeczytałam w ostatnich latach. Zabójstwa są tutaj jedynie narzędziem. Prawdziwym tematem pozostaje kryzys zaufania do państwa prawa i cienka granica między sprawiedliwością a zemstą. Granica, którą bardzo łatwo przekroczyć, kiedy emocje zaczynają zagłuszać rozsądek.
A przecież to dopiero początek tej historii. Bo kiedy do gry wkraczają Mara Rais i Eva Croce, autor udowadnia, że potrafi nie tylko zbudować znakomitą intrygę, ale również stworzyć bohaterów, z którymi po prostu… chce się spędzać czas. Ja przepadłam za nimi już podczas lektury „Wyspy dusz”, ale tutaj ta sympatia tylko się pogłębiła. Dawno nie trafiłam na duet policyjny, który byłby tak naturalny, tak ludzki i tak daleki od wszystkich ogranych schematów.
Ja naprawdę uwielbiam ten duet. Mara jest impulsywna, bezczelna, ma niewyparzony język i cierpliwość mniej więcej na poziomie człowieka stojącego trzecią godzinę w kolejce do urzędu, za to Eva potrafi jednym spokojnym zdaniem wbić jej szpilkę tak precyzyjnie, że aż człowiek ma ochotę przyklasnąć. Ich rozmowy nie brzmią jak dialogi napisane pod serial, tylko jak wymiana zdań dwóch kobiet, które wiedzą o sobie za dużo, żeby udawać uprzejmość, a jednocześnie lubią się znacznie bardziej, niż chciałyby przyznać. Kiedy Mara dzwoni do Evy zapisanej w telefonie jako „Pitbull Rais”, zaczyna od charakterystycznego repertuaru przekleństw, a po chwili obie przechodzą od docinków do śledztwa, czuć, że to nie jest relacja zbudowana na potrzeby jednego tomu, tylko więź, która naprawdę pracuje w fabule.
I właśnie za to polubiłam je już w „Wyspie dusz”, natomiast tutaj przepadłam jeszcze bardziej, bo Pulixi nie robi z nich policyjnych maszyn do tropienia sprawcy. One mają swoje lęki, porażki, samotność, irytujących przełożonych, źle rokujące aplikacje randkowe i tę szczególną zdolność do rzucenia sobie w twarz czegoś złośliwego dokładnie wtedy, kiedy druga najbardziej tego potrzebuje. Gdyby autor napisał kilkadziesiąt stron o tym, jak siedzą przy kawie i komentują absurd własnego życia, pewnie też przeczytałabym to bez marudzenia, bo ich chemia jest jedną z największych sił tej historii.
Największą siłą „Ty jesteś prawem” pozostaje jednak to, że Dentysta nie jest wyłącznie mrocznym antagonistą, którego należy złapać. On jest lustrem podstawionym społeczeństwu pod nos. Nie pyta, czy popieramy morderstwo w ogóle, tylko czy poparlibyśmy je wtedy, gdy ofiarą jest człowiek, którego sami uważamy za potwora. To zasadnicza różnica, bo potępianie zbrodni jest łatwe, dopóki zbrodnia nie zostanie opakowana w słowo „sprawiedliwość”.
Najbardziej przerażało mnie nie to, że Dentysta zabijał, lecz jak szybko zdobywał zwolenników, jak łatwo ludzie przestawali mówić o prawie, a zaczynali mówić o „tym, na co ktoś zasłużył”. Autor pokazuje codzienne problemy mieszkańców, przewlekłość postępowań, błędy, procedury i bezsilność instytucji, których działanie niepokojąco łatwo skojarzyć z naszym własnym podwórkiem. Nie usprawiedliwia mściciela, ale bardzo wyraźnie pokazuje, że tacy ludzie nie wyrastają w próżni. Wyrastają tam, gdzie system traci wiarygodność, a ofiary słyszą przez lata, że muszą jeszcze poczekać.
Kiedy państwo zbyt długo każe czekać na sprawiedliwość, zawsze znajdzie się ktoś, kto zaoferuje zemstę w trybie natychmiastowym.
Już po „Wyspie dusz” czułam, że ten autor będzie jednym z moich ulubionych odkryć roku, natomiast po „Ty jesteś prawem” nie mam już żadnych wątpliwości. To moja ścisła tegoroczna topka. Bo to jest świetny thriller, rasowy, mroczny, znakomicie poprowadzony i pełen zwrotów akcji, ale jednocześnie pozostawia po sobie coś więcej niż satysfakcję z dobrze rozegranej zagadki. Zostawia pytanie, którego nie da się zbyć wzruszeniem ramion.
Gdyby po drugiej stronie ekranu siedział człowiek winny niewyobrażalnej krzywdy, a ode mnie zależało, czy przeżyje, naprawdę kliknęłabym „nie”?
I chyba właśnie dlatego po tej książce najbardziej boję się nie Dentysty, tylko własnej odpowiedzi.
Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

