Recenzje

„Co się zdarzyło w drodze do Łeby” – Andrzej F.Paczkowski

:

Autor: Andrzej F. Paczkowski
Tytuł: Co się zdarzyło w drodze do Łeby

Data premiery: 10.07.2025
Wydawnictwo: Wydawnictwo WasPos
Liczba stron: 350
Gatunek: kryminał, thriller

„Las skrywa w sobie wiele tajemnic. Czasami pochłania je tak mocno, że nikt się o nich nigdy nie dowie.”

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz jakaś książka aż tak mnie obezwładniła. Fizycznie, emocjonalnie, etycznie.

To nie jest kryminał. To nie jest thriller. To jest wiwisekcja zła. Niewysłowione studium przemilczeń. I pamiętnik z wakacji, które nigdy nie miały się skończyć.

Andrzej F. Paczkowski zrobił coś, co rzadko się zdarza — oparł fabułę na prawdziwej historii, na zbrodni, która wydarzyła się naprawdę, ale nie popadł w ani jedno zbędne słowo patosu. Nie zamienił ofiary w pretekst. Nie uczynił sensacji z tragedii. Zamiast tego dał nam narrację, która boli jak drzazga wbita pod paznokieć: nie daje o sobie zapomnieć, ale też nie da się jej wyjąć bez krwi.

Autor sięga po sprawę Alicji Baran — nastolatki z Trzebnicy, która latem 1997 roku wyruszyła do Łeby, gdzie czekała na nią przyjaciółka. Alicja jednak nie dotarła na miejsce. Jechała stopem. Później była cisza. Aż do chwili, gdy jej ciało znaleziono w lesie. Po miesiącu. To wydarzyło się naprawdę. Ktoś ją zabił. Nikt nie został skazany.

Paczkowski nie rekonstruuje tej sprawy. Nie pisze reportażu. Pisze powieść. Inspirowaną faktami, ale zbudowaną na własnych przemyśleniach. I — co ważne — bez przekłamań, bez przesady, bez prób robienia z tej historii sensacji.

Struktura książki jest oparta na trzech pasmach:

Pasmo 1: Wtedy, czyli historia Alicji i Marty;

Pasmo 2: Teraz, pokazujące reakcję najbliższych po zaginięciu;

Pasmo 3: Mrok — najtrudniejsze, bo prowadzące czytelnika przez umysły mężczyzn, którzy dopuszczają się przemocy.

Zacznę od najważniejszego: to bardzo dobra książka. Przemyślana, mocna, napisana uczciwie. Wciąga od początku, trzyma w napięciu, a to napięcie nie wynika z tego, że „chcemy poznać zakończenie” — bo to nie jest historia z twistem. Tu nie chodzi o to, kto zabił. Chodzi o to, dlaczego tak łatwo było to zrobić. Kiedy po drodze zawiodło wszystko, co mogło ochronić ofiarę.

Moc tej książki polega na uważności. Autor nie idzie na skróty. Nie upraszcza. Nie robi z bohaterów figur. I to się czuje. Postaci są pełne sprzeczności, niejednoznaczne, nie do końca sympatyczne, ale przez to autentyczne.

„Wtedy” — czyli to, czego nigdy nie zdążyły powiedzieć

Najmocniej wybrzmiewa relacja dwóch dziewczyn — Alicji i Marty. I to wcale nie przez dramat, który się wydarzy. Tylko przez to, co wisi w powietrzu, zanim to wszystko pęknie. Paczkowski bardzo dobrze pokazuje, że ta przyjaźń nie jest idealna. Że tam coś się łamie. Że one nie umieją ze sobą szczerze rozmawiać. Że każda coś ukrywa. I choć niby „są sobie bliskie”, to tak naprawdę przez większą część tej historii siedzą obok siebie w oddzielnych światach. Jedna nie mówi drugiej prawdy, druga to czuje, ale też nie mówi nic. I to właśnie prowadzi do tego, co się dzieje później. Nie zbrodnia. Milczenie.

Paczkowski dobrze pokazuje dynamikę między dziewczynami — to nie jest wyidealizowana przyjaźń. To związek pełen niedomówień. Brakuje im odwagi, by być wobec siebie szczerymi. Ale to właśnie dlatego ta część działa. Nie ma tu wielkich dramatów, są za to napięcia codzienne — w rozmowach, w gestach, w zmianie tonu.

Problem pojawia się w dialogach. I to niestety poważny dla mnie. Część wypowiedzi dziewczyn brzmi sztucznie. Infantylnie. Nie pasuje do reszty książki. Jest kilka momentów, w których trudno uwierzyć, że słyszymy realne postaci. Jakby te fragmenty były pisane na siłę „po młodzieżowemu”, przez kogoś, kto ich języka nie czuje. Wypadają papierowo. Przerysowanie. Jakby autor nie ufał czytelnikowi i próbował za bardzo „pokazać, że to nastolatki”. Szkoda. Bo tam, gdzie Alicja i Marta nie mówią nic, historia brzmi najlepiej.

„Teraz” — czyli nie ma już miejsca na złudzenia

Wbrew temu, co sugeruje tytuł tej części, to nie jest opowieść o teraźniejszości. To historia o momencie, kiedy kończy się nadzieja, a zaczyna konkret. Kiedy coś, co jeszcze mogło być „zaginięciem”, staje się faktem. Zwłoki zostają znalezione w lesie. Zostają rozpoznane. Zostają zidentyfikowane. Wszystko po tym jest już tylko reakcją.

Matka Alicji. Ojciec. Policjant. Śledztwo. Formalności. Przypadkowi ludzie, którzy coś widzieli. Ktoś z autobusu. Ktoś, kto nie zapytał. Ktoś, kto zawahał się o chwilę za długo.

Nie ma tu rozdzierania szat. Nie ma zbędnych emocji. I dzięki temu wszystko działa. Opowieść w „Teraz” jest poprowadzona bardzo chłodno, bardzo rzeczowo. Ale w tej suchości właśnie leży siła. Świetnie oddany stan odrętwienia, w którym wszystko już wiadomo, ale jeszcze nic nie da się z tym zrobić.

Ta część działa najlepiej z całej książki. Tu nie trzeba nic dopowiadać. Wszystko jest w tonie, w powtórzeniach, w niezadanych pytaniach. Nie trzeba dodatkowego dramatyzmu — sam fakt wystarcza.

„Mrok” — czyli nic nie bierze się znikąd

To część najtrudniejsza. I najbardziej kontrowersyjna. Pasmo „Mrok” prowadzi nas przez przeszłość dorosłych mężczyzn — Mariana, Irka, Borysa. To nie są retrospekcje. To nie są psychologiczne profile. To nie jest wyliczanka, kto kiedy został skrzywdzony. To fragmenty życia, które pokazują jedno: zło nie pojawia się nagle. Ma początki. Ma ciągłość.

Autor nie tłumaczy ich wyborów. Nie wybiela ich. Ale pokazuje, że ich przemoc ma swoją historię. I że ta historia nie została nigdzie zatrzymana. Przemoc, która nie została nazwana. Przemoc, która przeszła obok. Przemoc, która została nauczona.

Trudno się to czyta. Nie przez brutalność. Przez to, że nie da się uciec od pytania, kiedy należało zareagować. Ktoś ich znał. Ktoś ich wychował. Ktoś się zorientował i nie powiedział nic.

To nie są „źli ludzie z lasu”. To są mężczyźni, których społeczeństwo nie chciało widzieć wcześniej.

Przemoc — bez estetyzowania

Na początku książki znajduje się ostrzeżenie: zawiera brutalne sceny. I tak, to prawda. Niektóre fragmenty są drastyczne. Ale autor nie używa przemocy jako narzędzia szokowania. Te sceny nie mają wzbudzać emocji. One mają coś pokazać. Pokazać mechanizm. Pokazać bezsilność. Pokazać skutki.

Nie są przesadzone. Są konkretne. I może dlatego działają tak mocno.

Podsumowanie

To książka o przemilczeniach. O braku reakcji. O tym, jak łatwo nie powiedzieć czegoś, co mogło uratować czyjeś życie. I jak trudno potem z tym żyć. Nie ma w niej śledztwa, które sięga dna. Nie ma bohatera, który wszystko odkrywa. Nie ma sprawiedliwości.

Są za to postaci, które zawodzą. Które nie wiedzą, co zrobić. Które milczą wtedy, kiedy powinny mówić.

Nie jest to książka idealna.

Dialogi dziewczyn są słabe.

Czasem autor za bardzo wszystko układa.

Czasem emocje są tak powściągnięte, że trudno je w ogóle poczuć.

Ale jako całość — działa. Jest spójna. Jest uczciwa. I zostaje w głowie.

I nie trzeba dodawać nic więcej.

Książkę przeczytałam w ramach akcji BookTour organizowanej przez

@zaczytani_, @andrzejfpaczkowski


Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *