Recenzje

„Morderstwo po francusku” – Colleen Cambridge

Autor: Colleen Cambridge
Tytuł: Morderstwo po francusku

Data premiery: 19.06.2024
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 368
Gatunek: kryminał, sensacja

 Tłumaczenie: Hana Matejek Khouri

Jeśli miałabym podsumować „Morderstwo po francusku” jednym zdaniem, to powiedziałabym: „Agatha Christie poszła na kurs gotowania do Julii Child i wróciła z przepisem na zbrodnię”.

Kiedy  trafiasz na mix klasycznego kryminału z intrygą w stylu Agathy Christie połączononego z kulinarną ekstazą – wiadomo, że będzie smacznie. Zwłaszcza gdzie jedną z bohaterek jest sama Julia Child, amerykańska autorka min. słynnej książki kucharskiej „Francuska sztuka gotowania”, a cała akcja rozgrywa się w klimatycznym Paryżu.

Z jednej strony mamy tu cudowną Julię Child – ikonę kulinariów, kobietę, która wprowadziła Amerykanów w świat francuskiej kuchni. Z drugiej, Thabitha Knight, amerykańska sąsiadka Julii, która nagle zostaje wciągnięta w śledztwo, bo ktoś miał czelność użyć noża jej sąsiadki do nie do końca kulinarnych celów.

A że ja w kuchni czuję się jak Thabitha – czyli gubię się między moździerzami i tłuczkami, a mój Partner w Zbrodni czaruje smaki niczym Julia – wiedziałam, że ta książka jest mi pisana.

 Francja elegancja… i trup na podłodze.

Nie oszukujmy się – cozy crime to gatunek, który lubię. Nie znajdziecie tu hektolitrów krwi ani psychopatycznych morderców, za to dostaniecie intrygę osnutą aromatem świeżych bagietek, rozmowy o winie i obiadach godnych najlepszych paryskich bistro. A przy okazji kilka złotych myśli od lokalnych sprzedawców warzyw:

„…Nigdy nie znajdziesz sobie mężczyzny, jeśli będziesz mu serwować pomarszczoną rzodkiewkę i zwiędłą zieleninę, mademoiselle!…”

I jeszcze lepsze od samej Julii Child:

„…Mężczyźni nie lubią, gdy się im przypomina o tym, co więdnie, marszczy się lub opada…”

Umarłam. I musiałam na chwilę odłożyć książkę, bo próbowałam dojść do siebie po ataku śmiechu.

Ale wróćmy do fabuły.
Thabitha Knight, młoda Amerykanka, po śmierci babci przenosi się do Paryża, by zamieszkać z dziadkiem i wujem. Życie w sąsiedztwie Julii Child brzmi jak spełnienie marzeń – codzienne rozmowy o jedzeniu, wyprawy na targ i unoszący się w powietrzu zapach masła.
Ale bajka kończy się w momencie, gdy po przyjęciu zostają znalezione zwłoki jednej z uczestniczek, a narzędziem zbrodni okazuje się… nóż należący do samej Julii!
Zamiast jednak czekać na oficjalne śledztwo, Thabitha postanawia, że rozwiąże sprawę lepiej niż francuska policja (co podobno, „bądźmy szczerzy, nie jest aż takim wyzwaniem”).

Śledztwo, które prowadzi dziewczyna, przypomina trochę gotowanie na podstawie skomplikowanego przepisu – niby składniki są na miejscu, ale coś nie pasuje. Dziewczyna wplątuje się w sieć podejrzeń, błądzi między fałszywymi tropami, ryzykuje życie, a kolejne wskazówki nie prowadzą tam, gdzie powinny. Cambridge świetnie myli czytelnika, podrzucając subtelne wskazówki, które dopiero na końcu układają się w sensowną całość. Jednak to, co sprawia, że książka wciąga jeszcze bardziej, to fantastycznie oddany klimat Francji lat 50-tych. Paryż powoli podnosi się po wojnie, a plan Marshalla i wpływ Amerykanów na francuską kulturę są tu ciekawie wplecione w codzienność bohaterów. Targi pełne świeżych warzyw, aromatyczne sery, długie rozmowy nad kieliszkiem wina i dania, które sprawiają, że przy tej książce nie da się nie zgłodnieć.

Gotowanie kontra śledztwo – kto tu rządzi?

Julia Child w tej książce to chodząca energia – chaotyczna, ale czarująca, rzucająca się w gotowanie z pasją, jakby od tego zależały losy świata. Brzmi znajomo? No właśnie. Partner w zbrodni to dokładnie ten typ – król kuchni, człowiek, który jednym spojrzeniem potrafi ocenić, czy ciasto wyrośnie, i który z taką samą precyzją mógłby przeprowadzać dochodzenia w sprawie morderstwa. Ja? Jak ta Thabitha. Zawsze trochę zagubiona, z milionem pytań na temat składników i przepisów, ale z silnym postanowieniem, że „tym razem na pewno się uda” (podpowiem Wam: nie udaje się – mówię o moim gotowaniu).

Czy Thabitha rozwiąże sprawę? Czy uda jej się udowodnić, że Julia nie ma nic wspólnego z zbrodnią? I co najważniejsze – czy w tym wszystkim zdąży ugotować coś dla swoich grand-pere i oncle Rafe, co nie zabije ich jej kulinarnym nieogarnięciem?

Czy „Morderstwo po francusku” to książka dla każdego? Nie. Jeśli szukasz dynamicznego thrillera z serią brutalnych morderstw – odłóż ten tytuł i sięgnij po coś innego. Ale jeśli masz ochotę na coś w stylu Miss Marple w kuchni, z mnóstwem kulinarnych smaczków i zagadką w tle, to znajdziesz tu wszystko, czego potrzeba do przyjemnego, relaksującego czytania.

Dla mnie to była literacka uczta. Smakowita, elegancka i doprawiona szczyptą zbrodni.

 


Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *