
Autor: Willow Rose
Tytuł: Wszyscy kłamiemy
Data premiery: 29.03.2023
Wydawnictwo: Word Audio Publishing International
Liczba stron: 286
Gatunek: kryminał, sensacja, thriller
Tłumaczenie: Ewa Penksyk-Kluczkowska
” Gdy coś jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe, to dlatego, że jest nieprawdziwe. A my stajemy się ślepe.”
Są książki, które wchodzą w nas jak drzazga. Niby drobna, niemal niezauważalna – a potem zaczyna pulsować pod skórą, rozpychać się w myślach i nie daje spokoju przez wiele dni. „Wszyscy kłamiemy” Willow Rose to właśnie taki przypadek. Z pozoru: kolejny thriller psychologiczny, jeszcze jedna historia o zbrodni, rodzinnych sekretach i pogrzebanych prawdach. Ale nie dajcie się zwieść. To nie jest książka, którą można połknąć jednym haustem i spokojnie przejść dalej. To historia, która połyka czytelnika. I nie wypluwa go, dopóki ten nie zacznie zadawać sobie bardzo niewygodnych pytań.
Bo to nie jest tylko opowieść o morderstwie. To przede wszystkim historia o tym, jak łatwo nagiąć prawdę – i jak jeszcze łatwiej w nią uwierzyć, jeśli tylko pasuje do naszej wersji rzeczywistości.
Zaczyna się niewinnie. A może właśnie odwrotnie – zaczyna się brutalnie, nagle, z hukiem i krwią.
Wypadek. Krew na asfalcie, oskarżony mąż, martwa żona i historia, która – zdaniem wszystkich – już dawno została zamknięta grubą policyjną pieczątką. Ale wystarczy, że ktoś zacznie zadawać niewygodne pytania, by spod powierzchni wypłynęły niedopowiedzenia, błędy w aktach, wątpliwości. A potem już nie ma odwrotu – wszystko trzeba rozgrzebać. Krok po kroku. Paznokciem po betonie. W tej historii nie ma nic przypadkowego. I nic nie jest tylko tym, czym wydaje się być.
Mija sześć lat. Sześć długich lat, w trakcie których jeden człowiek siedzi za kratami z wyrokiem za zamordowanie własnej żony – choć sam nie do końca wierzy, że to zrobił. Alkohol, zazdrość, brak alibi. Idealny kandydat na kozła ofiarnego. Sprawa zamknięta, świat poszedł dalej, sprawiedliwości stało się zadość.
A jednak… coś tu nie gra.
I właśnie w tym momencie na scenę wkracza Eva Rae Thomas – profilerka z przeszłością, która nie przestaje ją gonić. Kobieta inteligentna, błyskotliwa, ale nie bez rys. Nie daje się łatwo zaszufladkować – ani jako matka, ani jako detektyw, ani jako kobieta. Ma w sobie ten rodzaj niepokoju, który napędza najlepsze śledztwa: nieufność wobec oczywistości, obsesyjne zamiłowanie do szczegółów i intuicję, której nie da się zagłuszyć statystykami.
To właśnie Eva zaczyna podważać oficjalną wersję wydarzeń sprzed sześciu lat. Zaczyna odgrzebywać, drapać, rozrywać to, co miało już zostać pogrzebane. I to właśnie wtedy – bardzo subtelnie, bardzo inteligentnie – Willow Rose zaczyna rozstawiać pionki na swojej szachownicy.
Bo w tej książce nic nie dzieje się przypadkiem. Każda postać, która pojawia się w kadrze, nawet jeśli początkowo wydaje się ledwie tłem, jest fragmentem większej układanki. Każda rodzina, którą poznajemy, ma swoje sekrety. I chociaż początkowo wydają się zupełnie niezależne – ot, portrety zupełnie obcych ludzi z różnych rejonów emocjonalnego piekła – to w pewnym momencie zaczynają się zazębiać z matematyczną precyzją. Jak puzzle, które długo nie pasują do siebie, aż nagle – klik – wszystko wskakuje na swoje miejsce. I wtedy czytelnik orientuje się, że od samego początku był wciągany w misternie skonstruowaną sieć iluzji.
„Wszyscy kłamiemy” to tytuł, który działa jak manifest. I jak groźba. Bo tu naprawdę kłamie każdy. Kobiety i mężczyźni. Kłamią z wygody, ze strachu, z chciwości, z miłości. Kłamią, bo inaczej nie potrafią przeżyć. A może po prostu… kłamią, bo mogą.
Najmocniej jednak uderza w tej książce nie samo kłamstwo – ale to, jak łatwo kobiety dają się w nie uwikłać.
I tu dochodzimy do jednej z najbardziej gorzkich, ale i najmocniejszych warstw tej powieści: roli kobiecej naiwności. Willow Rose nie robi z kobiet ofiar – robi z nich ludzi. A to dużo trudniejsze. Bo jej bohaterki nie są ani bezbronnymi lalkami, ani bezdusznymi twardzielkami. To kobiety, które kochają, które pragną bliskości, które wierzą, że miłość potrafi uzdrowić, które nie chcą widzieć czerwonych flag, nawet gdy mają je przed oczami dzień po dniu. Bo przecież „to tylko zły dzień”, „to chwilowy kryzys”, „on nie chciał”. A potem zostaje tylko strach. I puste konto bankowe. I siniaki – te widoczne i te głęboko zakopane.
Mary Ellen to postać, która zostaje w człowieku długo po ostatniej stronie. Bo jej historia to historia wielu kobiet. Poznaje mężczyznę, który wygląda jak sen spełniony – przystojny, uprzejmy, bogaty. Jakby wyciągnięty z katalogu życzeń. Zakochuje się bez pamięci, oddaje wszystko, ufa do granic. A potem ten sen zamienia się w koszmar. Ethan to mistrz manipulacji – najpierw wzbudza zaufanie, potem wciąga, niszczy i wysysa. Mary Ellen nie wie, kiedy stała się tylko pionkiem w cudzej grze. I choć instynkt krzyczy, by uciekać, ona – jak wiele kobiet – tłumi ten głos. Bo przecież on obiecał. Bo przecież nie wszystko może być kłamstwem. Prawda?
Ale właśnie o to chodzi. Że może. Bo kłamcy nie przychodzą z etykietą ostrzegawczą. I właśnie dlatego kobieca naiwność staje się takim potężnym narzędziem w rękach zła. Willow Rose z chirurgiczną precyzją pokazuje, jak działa mechanizm emocjonalnego gaslightingu. Jak przemoc potrafi być subtelna, niemal niewidoczna – aż do chwili, gdy staje się nieodwracalna.
Styl autorki zasługuje na osobne wyróżnienie. Willow Rose pisze z wyczuciem, ale i pazurem. Jej narracja jest pełna napięcia, rytmiczna i prowadzona z precyzją, której nie powstydziłby się żaden scenarzysta seriali kryminalnych klasy premium. Dialogi są żywe, realistyczne, a tempo idealnie wyważone – ani zbyt rwane, ani rozwleczone. Dzięki temu książkę się nie tyle czyta, co w niej tonie. I chce się więcej. Nawet gdy boli.
Mocną stroną „Wszyscy kłamiemy” jest również konstrukcja fabularna – mistrzowsko przemyślana, z wieloma poziomami narracji i postaciami, których losy stopniowo zaczynają się zazębiać w sposób niemal niepokojąco satysfakcjonujący. To właśnie ten moment, gdy z pozornie przypadkowych wątków wyłania się spójna, brutalna i przerażająco realna prawda.
Ale niech Was nie zwiedzie – to nie jest kryminał do poduszki. To książka, która wymaga uwagi. I której nie sposób czytać „po kawałku”. Bo jeśli raz wejdziecie w tę historię, będziecie musieli dojść do końca. Inaczej nie zaśniecie.
Na koniec warto zadać pytanie: dlaczego ta książka aż tak uderza?
Bo nie mówi tylko o zbrodni. Mówi o tym, co dzieje się przed zbrodnią. O tym, jak długo może narastać zło, zanim wybuchnie. I jak bardzo społeczne mechanizmy – zaufanie, stereotypy, patriarchalne schematy – mogą to zło wspierać. „Wszyscy kłamiemy” to książka, która nie daje prostych odpowiedzi. Zamiast tego zadaje bardzo trudne pytania. I zostawia nas z nimi sam na sam.
Nie wiem, czy Willow Rose chciała napisać thriller feministyczny, ale niechcący jej się to udało. Bo tu kobiety nie są dodatkiem do śledztwa. One są jego sednem. I to ich emocje, ich traumy, ich wybory budują napięcie tej historii.
Czy „Wszyscy kłamiemy” to thriller idealny? Nie. Ale to bez wątpienia precyzyjna, wielowarstwowa układanka, która nie tylko zmusza do zadawania niewygodnych pytań, ale też do niewygodnego zaglądania w lustro. Bo kiedy już odsuniemy na bok dramaty rodzinne, morderstwa, policyjne śledztwa i resztę tego czarnego bagażu, zostaje coś znacznie bardziej niepokojącego – ludzka potrzeba, by wierzyć w to, co chcemy usłyszeć. I ta książka bardzo niegrzecznie, acz trafnie, przypomina nam, ile jesteśmy w stanie zignorować, byle tylko podtrzymać wygodną iluzję.
Bo prawda nie zawsze wyzwala. Czasem po prostu dobija gwoździe w trumnie.
Niech to będzie więc recenzja i ostrzeżenie zarazem: jeśli sięgniecie po „Wszyscy kłamiemy”, nie liczcie na komfort. Ta książka nie tuli. Ta książka wali prosto między oczy.
I dobrze.
To książka, po której człowiekowi nie wystarczy kubek melisy – przyda się raczej kieliszek czegoś mocniejszego i głos Dyjaka w tle. Szczególnie „Bez”.
Ta szorstka, porysowana bólem ballada o utracie i samotności, rezonuje z losem kobiet w powieści Rose. Bo kiedy Mary Ellen staje z bronią w dłoni i uświadamia sobie, że zaufanie, którym obdarzyła swojego idealnego mężczyznę, było jedynie paliwem dla jego okrutnej gry, a Eva zderza się z prawdą, która nie chce się domknąć w żadnej z policyjnych teczek – wtedy właśnie słychać ten głos. Dyjak nie śpiewa – on wyje w ich imieniu. I to wycie wchodzi pod skórę…
Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
