
Autor: Willow Rose
Tytuł: Zostaw mnie
Data premiery: 10.05.2024
Wydawnictwo: Word Audio Publishing International
Liczba stron: 349
Gatunek: kryminał, sensacja, thriller
Tłumaczenie: Ewa Penksyk-Kluczkowska
” Swatting: gra, w której twoje życie zależy od słów nieznajomego.”
Zdarza się czasem, że książka zaczyna się dobrze. Rzadziej – że bardzo dobrze. Ale „Zostaw mnie” Willow Rose zaczyna się jak erupcja wulkanu. Nie ma „deszczowego popołudnia”, „błysku światła” ani sentymentalnego pogłosu przeszłości. Jest tylko telefon. Fałszywe zgłoszenie na numer alarmowy. Głos chłopaka. Tekst jak z horroru: „Właśnie strzeliłem ojcu w głowę. Mama i siostra są zakładniczkami. Rozlałem benzynę. Zaraz wszystko podpalę.” Policja rusza, SWAT wchodzi. I chociaż to, co ktoś mówił, było fikcją – śmierć nastolatka jest już jak najbardziej prawdziwa. I permanentna.
To nie spoiler. To prolog. A dokładnie: zimna, chirurgiczna ekspozycja tego, co dziś nazywamy swattingiem. Przestępstwem, które wymaga tylko telefonu, kilku dobrze dobranych słów i czyjegoś adresu. Resztę zrobią procedury. Zadziała system. A trup – wyleci w pakiecie.
Po takim otwarciu można by się spodziewać kontynuacji w stylu: śledztwo, profilowanie, błyskotliwa pani detektyw, która po godzinach pije czerwone wino w kieliszku wielkości lampy i patrzy przez okno. Willow Rose jednak wybiera inną drogę. Zamiast brnąć dalej w trupologiczne standardy, przerzuca nas rok później. Do księgarni, w której Liam Berkeley – celebryta, szef kuchni, guru social mediów i chodząca marka – podpisuje swoją autobiografię. Kolejka, uśmiechy, flesze, autografy, wszystko jak należy. I wtedy pojawia się ona. Nie fanka. Nie foodblogerka. Nie zakochana stalkerka. Tylko Eva Rae Thomas. Była profilerka FBI. Kobieta z przeszłością, która nie przyszła po podpis, tylko z ostrzeżeniem.
Przesuwa mu książkę i wręcza wiadomość. „Ktoś chce zabić pana syna.” Tak zaczyna się wszystko.
Willow Rose z wdziękiem rozdziela role. Eva Rae nie wraca do domu na wieczór, który miał być symbolicznym początkiem wspólnego życia z Mattem. On czeka z szampanem. Ona w tym czasie obgryza paznokcie w hotelu, bo wie, że wydarzy się coś złego. Jeszcze nie wie co – ale czuje to przez skórę. I niestety ma rację.
Gdy syn znanego celebryty zostaje zastrzelony przez oddział SWAT, bo ktoś podszył się pod niego i wezwał siły specjalne pod pretekstem rzezi rodzinnej – robi się nie tylko głośno, ale i cholernie osobiście. Bo to nie pierwszy raz. I – jak się okazuje – nie ostatni.
Czym jest swatting? I czemu warto zamykać drzwi nawet w internecie?
Eva szybko łączy fakty – zbyt szybko jak na gust policji, zbyt wolno jak na własne poczucie winy. Swatting, czyli fałszywe zgłoszenie, które kończy się realnym szturmem sił specjalnych, to nie prank – to metoda działania seryjnego mordercy, który upodobał sobie znanych, lub przynajmniej klikanych Youtuberów, dzieci celebrytów, streamujących gamerów. Zawsze o tej samej porze. Zawsze z jakimś perfidnym „zaproszeniem” do mediów.
Liam Berkeley, ojciec zastrzelonego chłopaka, z początku zionie nieufnością i oskarżeniem, ale później… cóż, zostają sobie tylko oni: on, ona i nienazwany potwór, który bawi się ludźmi jak pionkami. I kiedy nikt im nie wierzy – a nikt nie wierzy – zaczynają polowanie.
Relacja Eva–Liam: sojusz emocjonalnie dysfunkcyjny
Czy Willow Rose potrafi budować napięcie? Jak szklanka w zmywarce – warstwa po warstwie, z delikatnym dźwiękiem pękających relacji. Eva i Liam mają wspólny cel, ale zupełnie inne motywacje. Ona szuka prawdy i zadośćuczynienia za Stacy – dziewczynę, którą znała i obiecała jej matce dojść do prawdy. On szuka zemsty, ale i zrozumienia. Bo ktoś pozbawił go syna – i nawet jeśli ten syn „nie do końca był jego”, to rozliczenie z własnym sumieniem nie zna takich niuansów.
Między nimi iskrzy, ale nie w sposób romantyczny. Raczej jak między dwoma napięciami o przeciwnych ładunkach – napięcie rośnie, pożar się tli. A kiedy spada maska – i wychodzi na jaw, kto naprawdę grał wszystkimi – Eva zostaje z twarzą zwróconą w kierunku własnych błędów. I w stronę Matta, który nie był ślepy. Tylko zbyt cierpliwy.
Styl i tempo: nie bierz tej książki „na jeden rozdział przed snem”
„Zostaw mnie” wciąga. I mówię to jako osoba, która planowała tylko „zerknąć do prologu”. Willow Rose pisze zwięźle, z dobrze odmierzonym tempem. Nie przeciąga, nie mieli, nie tłumaczy świata na nowo. Nie masz pojęcia, kim jest Eva Rae Thomas? Nie szkodzi. Dowiesz się w ruchu – jak na bieżni w płonącym budynku.
Dialogi – konkretne, bez lania wody. Narracja – lekko prowadzona, ale z precyzją, która nie zostawia złudzeń. Każdy element fabuły ma znaczenie. Każda postać coś ukrywa. Każde „nie wiem” jest tylko preludium do „powinienem się domyślić”.
Komu polecam?
Nie tym, co lubią thrillery, w których detektyw ma czas na kawę i croissanta. To książka dla czytelników zdeterminowanych, którzy wolą tekst jak espresso – krótki, mocny, zostawiający posmak goryczy. Dla fanów kryminałów, ale i dla tych, którzy interesują się cyberprzestępczością, fake newsami, manipulacją i tym, jak łatwo zło może przybrać formę anonimowego telefonu.
Podsumowanie: nie zostawi cię obojętnym
Rose pisze prosto, ale bez uproszczeń. Nie ucieka się do efektów specjalnych, nie przeciąga akcji. To nie jest literatura piękna. To jest literatura funkcjonalna. I ostra. Działa jak wyrok. Krótkie rozdziały, szybka narracja, język pozbawiony sentymentalizmu. Kiedy pisze, że „trzymał w ręku kubek z kawą”, nie chodzi o to, że kawa wystygła. Chodzi o to, że ręka drżała.
Warstwa obyczajowa? Jest. Nie marginalna. Eva mierzy się z codziennością, z próbą bycia partnerką, matką, osobą, która ma jeszcze coś poza przeszłością zawodową. Matt – jej partner – wnosi do tej historii nie tylko emocje, ale też precyzyjne lusterko. Bo to on, nie ona, mówi wprost: „Nie ufam temu facetowi.” Ale Eva potrzebuje zaufać. Bo nie ufa już sobie. A to jest najniebezpieczniejszy stan, w jaki może wejść ktoś, kto przez całe życie miał rozkładać ludzi na części pierwsze.
Czy Zostaw mnie to najlepsza część serii? Niekoniecznie. Ale z pewnością najbardziej precyzyjna. Najbardziej aktualna. I najbardziej niewygodna. Bo nie straszy potworem w piwnicy, tylko systemem, który działa dokładnie tak, jak powinien – tylko że ktoś inny zna do niego lepsze hasło.
Tytuł? Ironia losu. Bo tej książki się nie zostawia. Ani po prologu, ani po zwrocie akcji, ani po zakończeniu, które – obiecuję – zaskoczy Was. Ale powiem tylko jedno: czasem najbliżsi są najtrudniejsi do namierzenia. A najbardziej medialne tragedie są pieczołowicie zaprojektowane przez tych, którzy potrafią liczyć wyświetlenia zamiast ofiar.
„Zostaw mnie” to thriller z jajami, z mięsem i z dobrze nasmarowanym mechanizmem. Tylko uważaj – zanim otworzysz pierwszą stronę, lepiej powiedz domownikom, że dziś nie gotujesz kolacji 😉
Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
