
Autor: Solvita Kalugina-Bułka
Tytuł: Sztuka zdrowych wyborów
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo:Wydawnictwo Luna
Liczba stron: 368
Gatunek: zdrowie, medycyna, kuchnia
„Nie jesteś słaba. Nie zawiodłaś. I naprawdę nie musisz radzić sobie z tym sama.”
Ja wiem, jak to brzmi. Kolejne zdanie, które można wrzucić na grafikę i udawać, że coś zmienia. Tylko że tu ono nie jest dekoracją. Ono jest punktem wyjścia. Bo to nie jest książka, która próbuje Cię zmotywować kolejnym „weź się w garść”. To jest książka, która siada naprzeciwko i mówi: zobaczmy, co tu się naprawdę dzieje.
I dla mnie to było czytanie z zupełnie innego miejsca niż kiedyś.
Bo ja już nie jestem na etapie „czy keto działa”. Ja w tym siedzę ponad dwa lata. A zaczęło się dokładnie od niej. Od pierwszej „Sztuki keto”. Tej, którą kupiłam trochę na zasadzie: dobra, sprawdzam, bo wszystkie inne już mnie wkurzają. Potem była druga. A teraz trzecia. I nagle się łapiesz na tym, że to już nie jest „kolejna książka kucharska”. To jest coś w rodzaju rozmowy, która dojrzewa razem z Tobą.
I ta część jest najbardziej niewygodna.
Bo „Sztuka zdrowych wyborów” nie głaszcze. Ona nie mówi: rób keto i będzie dobrze. Ona mówi: możesz robić najlepszą dietę świata, a i tak będziesz się czuła jak śmieć, jeśli reszta leży.
I tu jest ten moment, w którym większość ludzi odpada, bo to już nie jest sexy.
Jelita. Sen. Światło. Oddech.
Brzmi jak lista rzeczy, które wszyscy znamy i wszyscy ignorujemy. I dokładnie o to chodzi.
Bo ja Ci mogę opowiadać o makro, o przepisach, o spalaniu tłuszczu – tylko co z tego, skoro śpisz po 5 godzin, rano zalewasz się kawą na pusty żołądek, a wieczorem przewijasz telefon do pierwszej?
I nagle okazuje się, że to nie keto było problemem. Tylko całe tło, które miało je „wspierać”.
I ta książka robi coś, co mnie autentycznie zachwyca – ona nie próbuje Cię przekonać, że odkrywa Amerykę. Ona raczej bierze te wszystkie oczywistości i mówi: dobra, to teraz zobaczmy, dlaczego Ty ich nie robisz.
I powiem Ci, że momentami to jest niewygodne.
Bo łatwiej jest kupić nowy jadłospis niż przyznać, że rozwalasz sobie rytm dnia od rana do nocy.
Jest tam fragment o kawie – i ja wiem, że to jest świętość dla wielu ludzi – ale jak zaczynasz czytać o tym, co ona faktycznie robi z Twoim ciałem, to masz taki lekki zgrzyt w głowie. Nie dlatego, że ktoś Ci ją zabrania. Tylko dlatego, że nagle widzisz, jak bardzo jedziesz na kredycie.
I to jest ten typ książki, który nie robi rewolucji w jednym zdaniu. On robi małe pęknięcia. A potem jest coś, czego się totalnie nie spodziewałam.
Bo nagle z tej całej fizjologii, z tego układania podstaw, skręcasz w coś znacznie bardziej osobistego. I nie – nie będę Ci tego rozkładać na czynniki pierwsze, bo to jest dokładnie ten fragment, który trzeba przeżyć samemu. Ale powiem Ci jedno – rzadko widzę w takich książkach tyle szczerości bez robienia z niej spektaklu.
Bez tej narracji, że „ogarnęłam dietę i naprawiłam życie”.
Nie.
Tu w końcu pada coś, co powinno być oczywiste, a nie jest:
dieta nie jest terapią.
I to jest moment, w którym ta książka przestaje być „ładna i mądra”, a zaczyna być wiarygodna.
Bo wiesz, co mnie najbardziej męczy w tym całym świecie zdrowego stylu życia? Ta obietnica, że jak zrobisz wszystko dobrze, to wszystko będzie dobrze.
A życie tak nie działa.
I autorka tego nie udaje.
Za to dalej daje Ci narzędzia. Dalej masz konkret. Dalej masz przepisy – i to takie, które faktycznie chce się zrobić, a nie tylko obejrzeć na zdjęciu.
Pizza na spodzie z kurczaka? Robiłam.
Naleśniki? Robiłam.
I wiesz co – one nie mają udawać „normalnych”. One mają być dobre na swoich zasadach. I są.
Tutaj te przepisy są dodatkiem. Nie sednem. Sednem jest to, że zaczynasz rozumieć, dlaczego wcześniej to wszystko się rozjeżdżało.
I ja Ci powiem zupełnie szczerze – dla mnie ta książka była trochę jak zamknięcie pewnego etapu.
Bo pierwsza mnie wciągnęła w keto.
Druga mnie w nim utrzymała.
A ta… ustawiła mi głowę.
I dlatego mam wszystkie trzy.
Nie z kolekcjonerskiego obowiązku.
Tylko dlatego, że każda trafiła we mnie w innym momencie – i każda zrobiła coś, czego poprzednia jeszcze nie była w stanie.
I teraz najważniejsze – czy to jest książka dla każdego?
Nie.
Bo jeśli ktoś szuka prostego „co jeść, żeby schudnąć”, to się wkurzy.
Ale jeśli ktoś jest już zmęczony zaczynaniem od nowa… to może być dokładnie ten moment, w którym w końcu coś się poukłada.
Nie spektakularnie.
Tylko na serio.
Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

