Recenzje

„Łabędź i nietoperz” – Keigo Higashino

Autor: Keigo Higashino
Tytuł: Łabędź i nietoperz

Data premiery: 26.11.2025
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Relacja
Liczba stron: 624
Gatunek: kryminał, thriller
Tłumaczenie: Andrzej Świrkowski

Wiesz, czasem trafia się książka, przy której nie musisz zastanawiać się, czy ją lubisz, bo od pierwszego rozdziału czujesz, że zostaniesz z nią dłużej, niż planowałaś. Że będziesz o niej myśleć, nawet kiedy już zamkniesz ją na ostatniej stronie. I nie dlatego, że to historia spektakularna, krwawa albo „nie z tego świata”. Wprost przeciwnie. To opowieść napisana tonem spokojnym, stonowanym, prawie ascetycznym. A jednak z taką siłą psychologicznego napięcia, że człowiek zaczyna czytać ostrożniej, jakby bał się, że coś przeoczy. I tak właśnie działa Keigo Higashino. Pojawia się, niby od niechcenia, z tą swoją powściągliwością i chirurgiczną precyzją, i zanim zdążysz mrugnąć, znajdujesz się po uszy w świecie, w którym zbrodnia nie jest zagadką, lecz konsekwencją; kara nie jest finałem, lecz jednym z ogniw; a prawda? Prawda jest najbardziej niewygodnym z bohaterów.

Czy Ty też tak masz, że kiedy czytasz kryminał, to nie chodzi Ci tylko o to, żeby dowiedzieć się, kto zabił, ale też o to, dlaczego cała układanka wygląda tak, a nie inaczej? Dlaczego ludzie robią rzeczy, które robią? Dlaczego milczą, kiedy powinni krzyczeć, i mówią, kiedy lepiej byłoby zachować milczenie do końca życia?

Ja tak właśnie mam i dlatego chcę Ci opowiedzieć o „Łabędziu i nietoperzu”. Nie jak recenzentka, nie jak fanka, a jak ktoś, kto właśnie wrócił z długiego spaceru po psychologicznych ruinach trzech rodzin, i jeszcze strząsa z włosów pył po detonacji, którą wywołała ta historia.

„Przecież oni są jak światło i cień, dzień i noc; to zupełnie jakby łabędź i nietoperz chciały razem latać po niebie.”

Nie ma lepszego opisu Mirei i Kazumy. Dwojga ludzi po przeciwnych stronach tragedii, którzy zamiast stać się wrogami, jak życzyłoby sobie społeczeństwo, zaczynają iść ramię w ramię przez pole minowe cudzych decyzji. On, syn człowieka, który przyznaje się do dwóch morderstw. Ona, córka ofiary jednego z nich. To para tak niedopasowana, tak nieprawdopodobna, że nawet policja przygląda się im z mieszaniną sceptycyzmu i fascynacji.

A jednak to właśnie w ich duecie tkwi największa odwaga powieści. Bo oni nie walczą o zemstę. Oni walczą o prawdę i sens.

Ale zacznijmy od początku.

Pewnie się zastanawiasz, czemu tak bardzo mnie ta książka ruszyła. Przecież kryminałów czytam na kilogramy. Więc spieszę Ci wyjaśnić…

Bo ona jest o tym, o czym mało który kryminał ma odwagę mówić na głos: zbrodnia nie przestaje działać wtedy, gdy zamkniesz sprawcę.

„Zbrodnia przyciąga zbrodnię.”

Higashino bawi się tutaj motywami niczym Katō w szachach, tylko zamiast figur mamy ludzi, ich lęki, błędy, ambicje i desperacje.

Trzeba Ci wiedzieć, że w tej książce nikt nie dostaje taryfy ulgowej. Ani ofiary, ani sprawcy, ani ci, którzy stoją gdzieś pomiędzy.

„Kwestia zbrodni i kary jest niezwykle skomplikowana. Nie ma tam łatwych odpowiedzi.”

Nie ma i nigdy nie będzie. Bo kara nie jest matematyczna. Kara jest emocjonalna. Kara jest społeczna. Kara jest dziedziczona jako ostracyzm – czasem przez tych, którzy nie powinni jej ponosić.

I dlatego Mirei i Kazuma – łabędź i nietoperz – są tak ważni. Bo oni są ofiarami decyzji, których nie podejmowali. Sierotami po cudzej winie.

Patrzysz na nich i widzisz dwa światy:

Mirei – elegancka, zorganizowana, chłodna i spokojna jak tafla jeziora.

Kazuma – cichy, wycofany, zagubiony, żyjący w cieniu nazwiska, którego nie wybierał.

Światło i cień.

Dzień i noc.

Łabędź i nietoperz.

Dwa żywioły, które nie powinny się spotkać, a jednak idą równo obok siebie, bo tylko w tej konfiguracji są w stanie unieść ciężar, którego nie wolno było im przekazać.

A teraz przejdźmy do tego, o czym mało kto pisze, bo wymaga to, no wiesz, minimum empatii, której w internecie coraz mniej: do kosztów społecznych zbrodni.

Zobacz tylko:

„Cały kraj nas nienawidzi. Pozbyłyśmy się telefonu stacjonarnego. Wciąż nas ktoś nękał (…) przychodzą żyletki, dziwny biały proszek (…) Najgorsze przypadki zgłaszamy na policję, ale ile można?”

To nie jest sensacja. To jest realizm. To jest książka o tym, że rodziny sprawców płacą cenę, której się nie spodziewały – cenę, która nie ma nic wspólnego z ich winą, a wszystko wspólne z mechaniką społecznej zemsty.

Wiesz, co w tym jest najgorsze?

Że to brzmi jak z życia. I jak z internetu. Bo przecież w sieci każdy jest prokuratorem. Każdy ma zdanie. Każdy wie, kto powinien cierpieć.

A potem pada odpowiedź – tak japońska, tak trafna kulturowo, że aż chce się na chwilę usiąść:

„Minie trochę czasu i sytuacja się zmieni. Japończycy mają gorącą krew, ale ich emocje szybko stygną.”

To jest jak łyżeczka zimnej wody wlana w rozgrzaną emocjami rzeczywistość. To jest zderzenie impulsu z kulturą. To jest dokładnie ta obserwacja, która sprawia, że ta książka jest nie tylko kryminałem, ale i studium społecznej psychologii.

Higashino prowadzi nas przez to wszystko z chłodną elegancją chirurga, który nie obiecuje ulgi, ale daje precyzyjne cięcie. Zbrodnia dzieje się szybko. Kara – ta prawdziwa, psychiczna – trwa dekady.

I teraz powiem Ci coś, co jest dla mnie najciekawsze w tej książce: struktura.

Keigo buduje swoje fabuły jak Kasparow konstruuje atak królewski – bez pośpiechu, ale z diaboliczną logiką. Nie ma tu zbędnego patosu. Nie ma krzyku. Nie ma sensacyjnych opisów.

Jest subtelna precyzja i domino ustawione tak, że kiedy rusza pierwszy klocek, ostatni przewraca się dopiero po kilkuset stronach, i dopiero wtedy widzisz obraz całości.

„Łabędź i nietoperz” to właśnie taka układanka. Wydaje Ci się, że znasz odpowiedzi, bo przecież ktoś się przyznaje, prosta sprawa, ale u Higashino przyznanie się to dopiero początek śledztwa, a nie koniec.

A to, co robią Mirei i Kazuma, kiedy zaczynają prowadzić prywatne dochodzenie, to najlepszy przykład, jak bardzo autor ufa inteligencji czytelnika. On nie podaje Ci niczego na tacy. To Ty masz zrozumieć, że oni nie walczą o wymierzenie sprawiedliwości. Oni walczą o to, żeby móc oddychać.

Najbardziej lubię w tej książce to, że nie jest „krwawa”, ale jest moralnie brutalna. Że każdy bohater jest jednocześnie winny i niewinny. Że każda decyzja – podjęta w dobrej wierze – wraca po latach jak nieuregulowany rachunek. I że ta historia nie daje Ci komfortu oceny.

Masz siedzieć i myśleć. Masz siedzieć i drążyć. Masz siedzieć i się zastanawiać, ile w ogóle warte jest pojęcie „kary”, jeśli nikt nie jest w stanie ustalić, kto właściwie ją powinien ponieść.

To jest literatura, którą czujesz bardziej w żołądku niż w głowie. Psychologia w swoim najczystszym, najbezlitosniejszym wydaniu.

I teraz Ci powiem, dlaczego ta książka zostanie ze mną na długo.

Nie przez twist, choć jest perfekcyjny. Nie przez strukturę, choć jest nienaganna. Nie przez logikę, choć jest tak precyzyjna, że mogłaby sterować misją kosmiczną.

Ale przez to, że Higashino ufa czytelnikowi. Ufa, że zauważysz najmniejszy szczegół. Ufa, że zrozumiesz milczenie między zdaniami. Ufa, że widzisz, jak przeszłość przenika teraźniejszość mimo upływu trzydziestu lat. I ufa, że po zamknięciu książki nie powiesz: „no dobra, kto zabił?”, tylko zapytasz:

dlaczego ta prawda była tak trudna do udźwignięcia?

Kiedy skończyłam „Łabędzia i nietoperza”, miałam ochotę ukłonić się w stronę Japonii i wysłać mentalną prośbę:

„Dziękuję, Panie Keigo, poproszę jeszcze.”

Bo to nie jest kryminał. To jest opowieść o tym, że ludzie są zbudowani z decyzji, które podjęli, i tych, których bali się podjąć. To jest historia o winie, która nie wygasa. O karze, która nie zawsze trafia tam, gdzie powinna. I o prawdzie, która nigdy nie jest prosta.

Tak więc – przeczytaj.

Nie po to, by rozwikłać zagadkę. Po to, by zobaczyć, jak wygląda światło, kiedy naprawdę wpadnie na cień.  I jak to możliwe, że łabędź i nietoperz naprawdę potrafią lecieć obok siebie.


Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *