Recenzje

„Kronika gwałtu. Twarze przemocy”-Piotr Krasoń

Autor: Piotr Krasoń
Tytuł: Kronika gwałty. Twarze przemocy

Data premiery: 02.07.2026
Wydawnictwo:Wydawnictwo AlterNatywne
Liczba stron: 193
Gatunek: thriller psychologiczny

„Świat, w którym żyjemy, nie jest takim światem, jakim może i powinien być.”

Powiedz mi uczciwie… ile razy zamknąłeś książkę nie dlatego, że była nudna, ale dlatego, że zwyczajnie potrzebowałeś od niej odpocząć? Potrzebowałeś, nie kawy, nie telefonu, nie przewinięcia Instagrama. Potrzebowałeś powietrza. Kilku minut ciszy. Spojrzenia przez okno, żeby przypomnieć sobie, że świat potrafi być również zwyczajny.

Ja podczas lektury „Kroniki gwałtu. Twarzy przemocy” Piotra Krasonia zrobiłam to kilka razy.

Nie dlatego, że autor epatuje brutalnością. Paradoksalnie najtrudniejsze do uniesienia nie są tutaj sceny przemocy, lecz wszystko to, co wydarza się później. Bo gwałt kończy się w pewnym momencie. Trauma nie kończy się nigdy.

To jedna z tych książek, które zaczynają się od tragedii, ale bardzo szybko okazuje się, że nie o samą tragedię tutaj chodzi. Autor prowadzi czytelnika przez historię Iwony – kobiety, która po latach wraca pamięcią do wydarzeń, jakie na zawsze odebrały jej poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do świata. Towarzyszy jej Paweł, mężczyzna, który nie próbuje zostać wybawcą ani terapeutą. Jest przede wszystkim uważnym słuchaczem. Ich wspólna podróż po Florydzie staje się czymś znacznie więcej niż przemieszczaniem się między kolejnymi miejscami. To podróż przez pamięć, poczucie winy, wstyd, pytania o Boga, o przebaczenie, o odpowiedzialność i o to, czy człowiek po doświadczeniu takiego zła może jeszcze odzyskać samego siebie.

Brzmi jak powieść psychologiczna? Trochę tak. Brzmi jak reportaż? Również. A jednak nie jest ani jednym, ani drugim.

Najbliżej jej chyba do długiej rozmowy prowadzonej późnym wieczorem, kiedy człowiek przestaje udawać, że zna odpowiedzi na wszystkie pytania, i zaczyna mówić o rzeczach, o których zwykle milczy. I właśnie to zrobiło na mnie największe wrażenie. Bo Piotr Krasoń nie napisał książki o gwałcie. Napisał książkę o człowieku. A to ogromna różnica.

Najłatwiej byłoby sprowadzić tę historię do prostego podziału. Tu ofiary. Tam sprawcy. Tu dobro. Tam zło. Zamknąć temat, odłożyć książkę i wrócić do własnego życia z przekonaniem, że potwory istnieją wyłącznie po jednej stronie barykady.

Tylko że autor bardzo szybko odbiera czytelnikowi ten komfort.

Muszę ci się do czegoś przyznać. Był moment, w którym zamknęłam książkę i przez dłuższą chwilę siedziałam w ciszy. Nie dlatego, że nie mogłam czytać dalej. Dlatego, że nie wiedziałam, co zrobić z własnymi myślami. Bo co zrobisz z człowiekiem, który dopuścił się niewyobrażalnego zła, ale sam wychował się w domu, gdzie przemoc była codziennością, alkohol zastępował ojca, a pogarda była pierwszym językiem, którego się nauczył? Wrzucasz go do szuflady z napisem „potwór” i zamykasz temat? Byłoby najłatwiej.

Krasoń nie pozwala na takie uproszczenie.

Nie odbiera sprawcom odpowiedzialności. Ani przez chwilę. Nie próbuje ich wybielać. Ale zmusza, żeby spojrzeć krok wcześniej. Tam, gdzie rodzi się przemoc. W rodzinach pełnych lęku. W domach, gdzie dzieci uczą się, że silniejszy zawsze ma rację. W świecie, w którym czułość jest oznaką słabości, a agresja sposobem rozwiązywania problemów.

I nagle okazuje się, że nawet sprawca mógł być kiedyś czyjąś ofiarą. To jedna z najbardziej niewygodnych refleksji tej książki. Jeszcze bardziej zatrzymał mnie jednak inny fragment.

Psy. Tak, właśnie psy.

Nigdy wcześniej nie czytałam książki o przemocy seksualnej, w której ktoś odważyłby się powiedzieć, że one również były ofiarami. Początkowo wydaje się to drobiazgiem, ale im dłużej o tym myślałam, tym bardziej rozumiałam, co autor chciał przez to powiedzieć. Zło nie jest precyzyjne. Ono nigdy nie uderza wyłącznie w jednego człowieka. Rozlewa się szerzej. Dotyka zwierząt, świadków, rodzin, dzieci, które dopiero się urodzą, i ludzi, którzy wiele lat później będą próbowali kochać, choć w ich pamięci wciąż mieszka las, zapach żywicy i krzyk.

Wiesz, co bolało mnie jeszcze bardziej niż same sceny przemocy?

Cisza. Milczenie świadków. Ludzi, którzy słyszeli. Którzy mogli zareagować. Którzy wybrali milczenie. I znowu autor nie wybiera najprostszej drogi. Nie pokazuje ich jako jednowymiarowych tchórzy. Próbuje zrozumieć mechanizm obojętności. Strach. Wychowanie. Małe społeczności, w których od pokoleń uczono, że w cudze sprawy lepiej się nie mieszać. To nie jest rozgrzeszenie. To bolesne przypomnienie, że największym sprzymierzeńcem przemocy bardzo często nie jest sam sprawca, lecz cisza ludzi stojących obok.

Ta książka nieustannie zmusza do zadawania pytań.

Czy przebaczenie jest obowiązkiem? Czy można odbudować życie, jeśli własne ciało stało się miejscem, którego człowiek boi się bardziej niż czegokolwiek na świecie? Czy trauma naprawdę mija, czy jedynie uczy się milczeć? I czy istnieje taka filozofia, taka religia albo taka terapia, która potrafi odpowiedzieć na wszystkie te pytania?

Nie wiem.

I mam wrażenie, że Piotr Krasoń również nie wie.

Dlatego zamiast wygłaszać gotowe prawdy, zaprasza czytelnika do rozmowy.

Momentami bardzo trudnej. Momentami zbyt długiej. Czasami wręcz przypominającej filozoficzny esej. Były chwile, kiedy miałam ochotę powiedzieć Pawłowi: „Już wystarczy. Nie tłumacz świata. Po prostu z nią pobądź.” A jednak właśnie ta intelektualna warstwa sprawia, że „Kronika gwałtu. Twarze przemocy” wyróżnia się spośród wielu książek o podobnej tematyce. To nie jest literatura, która chce jedynie opowiedzieć o zbrodni. Ona chce zrozumieć, dlaczego człowiek potrafi przekroczyć granice człowieczeństwa i dlaczego inni tak często odwracają wzrok.

Kiedy zamknęłam ostatnią stronę, nie zostały ze mną obrazy przemocy. Zostały pytania. O odpowiedzialność. O pamięć. O to, czy wystarczy nie zrobić nic, aby również ponosić winę. O to, czy człowieczeństwo poznaje się po wielkich deklaracjach, czy raczej po tym, że ktoś usłyszy krzyk i jednak wyjdzie z domu.

I chyba właśnie dlatego uważam ten patronat za jeden z najważniejszych, jakie przyszło mi objąć. Nie dlatego, że jest to książka łatwa. Wręcz przeciwnie. Dlatego, że jest odważna. Nie szuka sensacji, lecz prawdy, a prawda – zwłaszcza ta dotycząca ludzkiej natury – bardzo rzadko bywa wygodna. Po tej lekturze nie zostałam z odpowiedziami. Zostałam z ciszą. A czasem to właśnie ona mówi o człowieku najwięcej.


Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *