
Autor: Suzumi Suzuki
Tytuł: Obdarowana
Data premiery: 18.03.2026
Wydawnictwo: Bo.wiem
Liczba stron: 96
Gatunek: literatura piękna
„Ma ci wystarczyć to, co rozumiesz.”
Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak niewielka książka zostawiła po sobie tak duży ciężar. Nie dlatego, że Suzumi Suzuki opowiada historię wyjątkowo dramatyczną. Literatura zna przecież znacznie bardziej spektakularne tragedie. Nie dlatego, że szokuje. Nie dlatego, że próbuje czytelnikiem manipulować. Wręcz przeciwnie. „Obdarowana” jest zaskakująco cicha. Powściągliwa. Chwilami niemal chłodna. A jednak od pierwszych stron miałam wrażenie, że siedzę obok bohaterki w pociągu jadącym do szpitala i słucham myśli, których nigdy nie wypowiedziałaby na głos.
Suzumi oddaje głos bezimiennej kobiecie pracującej jako hostessa w tokijskim klubie. Kobiecie po przejściach, naznaczonej bliznami – tymi widocznymi i tymi, których nie da się zakryć tatuażem. Jej codzienność wyznaczają papierosy, alkohol, przypadkowe relacje, wspomnienie zmarłej przyjaciółki Eri i regularne wizyty w szpitalu, gdzie umiera jej matka.
Brzmi prosto.
Tylko że pod tą prostotą kryje się historia o rzeczach, o których ludzie najczęściej rozmawiają dopiero wtedy, gdy jest już za późno.
Najbardziej poruszył mnie sposób, w jaki autorka pokazuje relację matki i córki. Dzisiaj modne jest przyklejanie etykietek. Toksyczna. Trudna. Zaburzona. Tymczasem Suzuki nie idzie na skróty. Nie próbuje nikogo oskarżać ani wybielać. Pokazuje dwie samotne kobiety. Matka była poetką. Córka od dziecka nie rozumiała jej świata. Nie rozumiała zachwytu nad słowami, kiedy wokół piętrzył się zwyczajny bałagan codzienności. Nie rozumiała nieobecności. Nie rozumiała milczenia. A jednak codziennie wraca do jej szpitalnego łóżka.
Czytałam te sceny z dziwnym ściskiem w gardle. Nie dlatego, że są sentymentalne. Właśnie dlatego, że nie są.
Nie ma tu wielkich pojednań. Nie ma łzawych przemów. Jest szpitalne światło. Jest odgłos odsysanej wydzieliny. Jest lekarz, który spokojnym głosem mówi, że zostało może kilka dni. Jest kobieta siedząca przy łóżku matki i próbująca zrozumieć całe życie w czasie krótszym niż tydzień.
To jedna z najbardziej przejmujących literackich rozmów o odchodzeniu, jakie czytałam od dawna.
Suzuki nie romantyzuje śmierci. Pokazuje ją taką, jaka jest. Nieestetyczną. Niewygodną. Pełną rzężącego oddechu, szpitalnych procedur i zmęczenia ludzi, którzy zostają.
Właśnie dlatego te fragmenty działają tak mocno.
Pamiętam scenę, gdy matka pyta córkę:
– Rzuciłaś palenie?
Z pozoru nic wielkiego. Jedno zwyczajne pytanie. A jednak pomiędzy tymi słowami mieści się wszystko, czego obie nie potrafiły powiedzieć sobie przez lata. Troska. Żal. Miłość. Strach.
Jeszcze mocniej wybrzmiała rozmowa, która następuje później.
– Cieszę się, że cię urodziłam.
Przeczytałam to zdanie kilka razy. Nie dlatego, że jest piękne. Dlatego, że jest prawdziwe.
Nie naprawia przeszłości. Nie rozwiązuje konfliktów. Nie sprawia, że nagle wszystko staje się łatwiejsze. Po prostu pada. I zostaje z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki.
Wielką siłą „Obdarowanej” jest również klimat. To nie jest Japonia z folderów turystycznych. Nie znajdziecie tutaj zachwytów nad kwitnącymi wiśniami ani pocztówkowych widoków Tokio. Jest za to poranny tłum w metrze. Sklep z drogimi owocami przy stacji. Dym papierosowy. Szpitalne windy. Małe mieszkania. Bary, w których kobiety sprzedają iluzję zainteresowania bogatym mężczyznom.
Autorka pokazuje Japonię zmęczoną. Samotną. Pełną ludzi żyjących obok siebie, ale niekoniecznie razem.
Blizny na ciele bohaterki wracają przez całą opowieść. Tatuaże nie są tutaj ozdobą. Są kamuflażem. Próbą ukrycia śladów przeszłości. Dowodem, że niektóre rany goją się tylko na powierzchni.
W pewnym momencie zaczęłam myśleć, że całe ciało kobiety jest mapą jej życia. Każda blizna prowadzi do wspomnienia. Każdy tatuaż próbuje coś zasłonić. Każdy papieros jest próbą zagłuszenia myśli.
Ta książka jest pełna śmierci, ale paradoksalnie najmocniej mówi o życiu. O tym zwyczajnym. Niedoskonałym. Takim, które składa się z rachunków, papierosów, źle wypowiedzianych słów i rzeczy, których człowiek żałuje dopiero po latach. Nie ma tu miejsca na romantyzowanie cierpienia.
Suzumi pisze oszczędnie, niemal chłodno. Nie próbuje wymuszać emocji. Paradoksalnie właśnie dlatego działają one tak mocno. Czytelnik nie dostaje instrukcji, kiedy ma płakać. Musi sam odnaleźć własne miejsce w tej historii.
Dla mnie takim momentem były ostatnie zapiski matki.
„Drzwi zamkną się z trzaskiem.”
„Zamykanie drzwi nie wymaga wyjaśnień.”
„Mogłyby zamknąć się po cichu.”
Nie pamiętam, kiedy ostatnio trzy krótkie zdania zrobiły na mnie tak ogromne wrażenie. Bo przecież nie są o drzwiach. Są o odchodzeniu. O końcu. O rzeczach, których nie da się zatrzymać.
I właśnie dlatego „Obdarowana” zostaje w głowie na długo po zamknięciu książki.
To nie jest literatura, która ma poprawić nastrój. Nie otuli czytelnika ciepłym kocem. Nie poda prostych odpowiedzi. Ale czasami potrzebujemy właśnie takich historii. Surowych. Niewygodnych. Cichych. Historii, które przypominają, że miłość nie zawsze wygląda jak w filmach. Czasem przychodzi za późno. Czasem ukrywa się pod warstwą żalu. Czasem trzeba ją odkopać spod wielu lat milczenia.
A czasem zostaje po niej tylko jedno zdanie.
„Cieszę się, że cię urodziłam.”
Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

