
Autor: XOXO Writer
Tytuł: Pamiętnik Sary Lew
Data premiery: 21.08.2026
Wydawnictwo: Independently Published
Liczba stron: 237
Gatunek: literatura obyczajowa, romans
„To, co czułam, było prawdziwe”.
Nie czytam romansów. Wiecie o tym doskonale. Znacznie łatwiej namówić mnie na spacer po miejscu zbrodni niż na historię o wielkiej miłości. Zwykle wystarczy mi kilka stron, żebym zatęskniła za porządnym śledztwem, chłodnym prosektorium i bohaterem, który zamiast wzdychać, sprawdza alibi.
Po „Pamiętnik Sary Lew” sięgnęłam bez większych oczekiwań. Dostałam e-book od autora, niezobowiązująco, przeczytałam opis i pomyślałam, że dam mu szansę. Najwyżej nie skończę. Niczego sobie nie obiecywałam.
Skończyłam.
A później jeszcze przez chwilę siedziałam w ciszy, z tym szczególnym ciepłem pod powiekami, które pojawia się wtedy, gdy opowiedziana historia dotknęła miejsca dawno przykrytego codziennością.
Nie zakochałam się nagle w romansach. Przypomniałam sobie za to siebie sprzed lat. Dziewczynę, która jeszcze nie potrafiła chronić własnego serca. Która czekała na telefon i znała na pamięć brzmienie jednego głosu. Która tęskniła całą sobą, choć przecież nie wiedziała jeszcze, ile różnych kształtów może mieć tęsknota.
Sara też dopiero się tego uczy.
Pewnego deszczowego poranka wychodzi z domu po pieczywo. Na mokrej drodze zatrzymuje się obok niej czarny samochód. Za kierownicą siedzi Robert – dużo starszy i zupełnie obcy. Proponuje, że ją podwiezie. Sara odmawia, on odjeżdża, a dzień powinien potoczyć się dalej, jakby nic się nie wydarzyło. Tylko dlaczego później wraca do niej jego twarz? Dlaczego pamięta głos, spojrzenie i waniliowy zapach perfum? Dlaczego zwykłe spotkanie nie chce pozostać zwykłym spotkaniem? Wkrótce widzą się ponownie. Tym razem Sara dowiaduje się, że Robert jest wujkiem Maćka, jej wieloletniego przyjaciela. Nagle obcy mężczyzna przestaje być całkiem obcy. Pojawiają się następne rozmowy i spotkania. Czarne auto coraz częściej staje się częścią jej dni, a ona czeka na Roberta, zanim jeszcze odważy się przyznać przed samą sobą, że czeka.
Autor prowadzi tę znajomość powoli. Pozwala jej rodzić się w zwyczajnych chwilach, bez pośpiechu. Sara wsłuchuje się w ton jego głosu, wraca myślami do urwanych zdań, uśmiecha się do wiadomości. Każdy drobiazg nabiera znaczenia, bo właśnie tak przeżywa się pierwsze prawdziwe zauroczenie. Świat z zewnątrz wygląda po staremu, lecz wewnątrz wszystko zaczyna drżeć.
Czytałam i przed oczami pojawiało mi się coraz więcej własnych wspomnień.
Pamiętałam chwile, gdy jedno imię na ekranie telefonu potrafiło odmienić cały wieczór. Tę radość, której nie dało się ukryć, choć bardzo próbowało się zachować obojętną minę. Powroty do domu ze słowami zasłyszanymi kilka godzin wcześniej. Układanie w głowie rozmów, które nigdy się nie odbyły. Tęsknotę przychodzącą zaraz po pożegnaniu, zupełnie nieproporcjonalną do czasu spędzonego osobno.
Dzisiaj człowiek umie już wiele rzeczy nazwać. Wie, że uczucie nie zawsze wystarczy, tajemnica niekoniecznie dodaje mężczyźnie uroku, a milczenie rzadko chroni kogokolwiek przed bólem. Młode serce nie korzysta jednak z tej wiedzy. Ono nie kalkuluje. Biegnie w stronę jednego spojrzenia, zanim rozum zdąży założyć buty.
Dlatego patrzyłam na Sarę z czułością. Nie chciałam jej pouczać ani rozliczać z każdego błędu. Rozumiałam jej niecierpliwość, zagubienie i pragnienie, żeby wreszcie wiedzieć, co znaczy dla Roberta. Rozumiałam też, dlaczego tak długo odwleka trudne rozmowy. Prawda potrafi przecież zranić człowieka, którego bardzo lubimy, a mimo to nie umiemy pokochać.
Obok rodzącego się uczucia cały czas pozostaje Maciek. Bliski, oddany, obecny od lat. Zna Sarę i patrzy na nią coraz czulej, tylko ona nie potrafi odpowiedzieć mu tym samym. Chciałaby go ochronić, dlatego nie wypowiada potrzebnych słów. Tyle że przemilczana odpowiedź nadal pozostaje odpowiedzią. Nadzieja podtrzymywana z litości boli znacznie bardziej niż szczerość. Sara przekonuje się o tym na własnej skórze. Zanim jednak to zrozumie, kilka serc zdąży mocno się poobijać.
„Pamiętnik Sary Lew” nie opiera emocji na erotyce. I bardzo dobrze, bo ta opowieść wcale jej nie potrzebowała. Bliskość mieści się tutaj w trzymaniu za rękę, w czyjejś koszuli, w cichym pytaniu, czy wszystko jest w porządku. W pocałunku, który długo pozostaje w pamięci. W ramionach dających spokój, choć głowa nadal pełna jest wątpliwości.
Ta delikatność ogromnie mi odpowiadała. Uczucie nie zostało sprowadzone do fizyczności. Znacznie ważniejsze okazało się oczekiwanie na spotkanie, ciepło obecności i nieśmiała radość dziewczyny, która po raz pierwszy zaczyna wierzyć, że może być dla kogoś naprawdę ważna.
Coraz mocniej czułam też, że pod opowieścią o zauroczeniu ukrywa się dojrzewanie do samej siebie. Sara pragnie Roberta, lecz powoli odkrywa, że nie może zgubić się w czekaniu na jego decyzje. Uczy się wypowiadać własne „chcę”, ale także własne „nie”. Zaczyna rozumieć, że można kochać i jednocześnie nie pozwolić, by czyjaś nieobecność zatrzymała całe życie.
„Nie wiedziałam. I pierwszy raz ta niewiedza mnie nie zatrzymywała”.
Przy tym zdaniu ścisnęło mnie w gardle. Jest w nim smutek, ale czuję w nim również spokój. Taki, który przychodzi dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje uzależniać jutro od czyjegoś powrotu.
Nie zdradzę, dokąd zaprowadzi Sarę ta relacja. Warto przejść z nią przez lato pachnące deszczem, rozgrzaną trawą i waniliowymi perfumami. Poczuć jej radość, zawstydzenie i tęsknotę. Posłuchać rozmów z mamą. Patrzeć, jak przyjaźnie pękają pod ciężarem sekretów, a później bardzo ostrożnie próbują się posklejać. Wybaczenie nie usuwa przecież tego, co się wydarzyło. Pozwala jedynie sprawdzić, czy mimo bólu potrafimy jeszcze usiąść obok siebie.
Myślę, że młode czytelniczki odnajdą w Sarze własne emocje. Być może właśnie czekają na wiadomość, boją się nazwać uczucie albo próbują zrozumieć, dlaczego ktoś stał się dla nich tak ważny. Ja odnalazłam w niej siebie sprzed lat. Nie tę samą historię, lecz znajome drżenie serca.
Właśnie ono wzruszyło mnie najmocniej.
Dawno nie wracałam myślami do pierwszych zauroczeń. Do tej dziewczęcej wiary, że jedno spotkanie może odmienić wszystko. Do wieczorów przeciąganych rozmową i poranków, kiedy pierwszą myślą było czyjeś imię. Czytając, znowu poczułam tamtą delikatną tęsknotę. Już nie bolesną. Ogrzaną upływem czasu, łagodną jak wspomnienie lata, które dawno się skończyło, ale w pamięci nadal pachnie deszczem.
Książka XOXOWriter nie próbowała zrobić ze mnie miłośniczki romansów. Zrobiła coś znacznie bardziej osobistego. Na kilka godzin oddała mi emocje, o których prawie już zapomniałam.
Zamknęłam e-book ze wzruszeniem i czułością dla dawnej siebie. Tej, która jeszcze nie wiedziała, że serce potrafi pęknąć, zagoić się i nadal pamiętać ciepło dłoni trzymanej wiele lat temu.
Spokojnie, mroczna literatura nadal zajmuje u mnie najważniejsze miejsce. Zbrodni nie porzucam, trupów nie zostawiam bez opieki. Po prostu na chwilę usiadłam obok Sary i pozwoliłam sobie przypomnieć, jak bardzo kiedyś ja też tęskniłam.
Dobrze było tam wrócić.
Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

