
Autor: Izabela Cichecka
Tytuł: Cena sławy
Data premiery: 22.06.2026
Wydawnictwo:Wydawnictwo AlterNatywne
Liczba stron: 233
Gatunek: thriller psychologiczny
„Jaką cenę jesteś gotów ponieść za sławę?”
To pytanie widnieje na okładce i przyznam, że właśnie ono sprawiło, że z ogromną ciekawością sięgnęłam po tę książkę. Motyw ciemnej strony popularności, pieniędzy, rodzinnych tajemnic i obsesji na punkcie wizerunku to przecież materiał na naprawdę mocny thriller psychologiczny.
Tym bardziej że ta recenzja nie jest dla mnie zwyczajna.
Objęłam „Cenę sławy” Izabeli Cicheckiej patronatem medialnym, a książkę przeczytałam w ramach współpracy z Wydawnictwem Alternatywnym. I właśnie dlatego siedziałam przed pustą stroną naprawdę długo. Przyznam, że przez chwilę nawet zastanawiałam się, czy nie odpuścić tej recenzji. Bo przecież łatwiej jest napisać kilka miłych zdań i zamknąć temat. Nikt nie będzie miał pretensji. Tylko wtedy moja rekomendacja przestałaby cokolwiek znaczyć. Patronat medialny nie jest dla mnie pieczątką z napisem „polecam”, lecz deklaracją, że książkę przeczytałam i mam odwagę powiedzieć, co naprawdę o niej myślę. Nawet jeśli nie jest to opinia, którą najłatwiej się publikuje. Najłatwiej byłoby napisać kilka bezpiecznych zdań, pochwalić okładkę, fabułę i udawać, że wszystko jest idealnie. Tylko że wtedy zdradziłabym przede wszystkim samą siebie. A od początku prowadzenia bloga obiecałam sobie jedno: Niezależnie od tego, czy kupuję książkę za własne pieniądze, czy otrzymuję ją do recenzji, czytelnicy dostaną ode mnie uczciwą opinię.
To jest właśnie taka opinia.
Diana jest młodą, dobrze zapowiadającą się piosenkarką. Kiedy zostaje brutalnie zamordowana, świat jej przyjaciół rozsypuje się jak domek z kart. Najmocniej przeżywa to Magdalena – przyjaciółka ofiary, która próbuje pozbierać się po tragedii i zrozumieć, dlaczego doszło do zbrodni. W tym samym czasie śledztwo prowadzi komisarz Krzysztof Górnicki, a wokół sprawy pojawia się coraz więcej pytań niż odpowiedzi. Kim naprawdę była Diana? Co ukrywała? I dlaczego wraz z kolejnymi odkrywanymi faktami Magda zaczyna znajdować się w coraz większym niebezpieczeństwie? Na jej drodze pojawia się również Daniel – mężczyzna, który wydaje się idealnym lekarstwem na samotność, choć od początku czuć, że coś w tej relacji nie pasuje.
Brzmi dobrze.
I naprawdę uważam, że pomysł na fabułę jest mocną stroną tej książki. Jest tu tajemnica, jest motyw sławy, rodzinnych patologii, pieniędzy i obsesji na punkcie reputacji. To wszystko mogło stworzyć thriller, który nie tylko trzyma w napięciu, ale również zostawia czytelnika z refleksją nad tym, jak łatwo człowiek potrafi sprzedać własne sumienie.
Niestety, w moim odczuciu ten potencjał nie został w pełni wykorzystany.
Największym problemem okazał się dla mnie warsztat.
Od pierwszych rozdziałów miałam wrażenie, że autorka bardzo chce opowiedzieć historię, ale zdecydowanie mniej ufa czytelnikowi. Zamiast pozwolić mi wejść w emocje bohaterów, często po prostu je nazywa. Bohaterka nie tyle przeżywa strach czy rozpacz, ile informuje mnie, że właśnie się boi albo cierpi. Podobnie jest z opisem czynności. Narracja bardzo często opiera się na prostym relacjonowaniu kolejnych działań: usiadłam, odwróciłam głowę, pomyślałam, weszłam, spojrzałam, powiedziałam. Takie zdania same w sobie nie są błędem, ale kiedy pojawiają się przez kilkaset stron, zaczynają przypominać zapis wydarzeń, a nie opowieść.
A przecież thriller powinien działać na wyobraźnię.
Powinien sprawiać, że czuję ciężar ciszy w pustym mieszkaniu, słyszę oddech bohaterki i razem z nią zastanawiam się, czy za chwilę ktoś nie chwyci za klamkę. Tutaj często dostawałam gotowy komunikat zamiast emocji.
Drugą rzeczą, która bardzo wybijała mnie z lektury, był realizm.
Nie ukrywam – jestem chyba trochę skrzywiona zawodowo. Czytam ogromne ilości kryminałów. Tych polskich i zagranicznych. Tych opartych na policyjnym researchu i tych bardziej sensacyjnych. Dlatego bardzo szybko wyłapuję momenty, w których coś zaczyna zgrzytać.
I tutaj takich momentów było sporo.
Procedury policyjne wydawały mi się uproszczone do granic możliwości. Niektóre decyzje funkcjonariuszy zapadają błyskawicznie, przesłuchania przebiegają w sposób bardziej przypominający filmową scenę niż rzeczywiste czynności śledczych, a reakcje bohaterów bywają zaskakująco wygodne dla rozwoju fabuły. W kilku miejscach miałam wrażenie, że wydarzenia układają się nie dlatego, że tak zachowaliby się ludzie, ale dlatego, że właśnie tego potrzebuje scenariusz.
To samo dotyczy dialogów.
Część rozmów brzmi bardzo naturalnie, ale zdarzają się również takie, w których bohaterowie mówią do siebie rzeczy, których normalnie nikt by nie powiedział. Szczególnie wtedy, gdy fabuła wymaga przekazania czytelnikowi dużej ilości informacji. Zamiast odkrywać kolejne elementy układanki razem z bohaterami, często miałam wrażenie, że ktoś po prostu tłumaczy mi wszystko na głos.
To odbiera napięcie.
Bo w thrillerze najciekawsze jest właśnie to, czego autor nie dopowie.
Zabrakło mi również większej wiarygodności psychologicznej. Niektóre reakcje bohaterów po traumatycznych wydarzeniach wydawały się zbyt szybkie, zbyt lekkie albo po prostu zbyt wygodne. Człowiek, który przed chwilą przeżył największy koszmar swojego życia, zwykle nie wraca do równowagi w ciągu kilku stron. Trauma zostawia ślad. Tutaj momentami miałam poczucie, że emocje pojawiają się wtedy, gdy są potrzebne, a chwilę później znikają.
To jednak nie znaczy, że książka nie ma zalet.
Bo ma.
Akcja płynie naprawdę szybko. Rozdziały są krótkie, język prosty, dzięki czemu strony uciekają błyskawicznie. To jedna z tych powieści, które czyta się właściwie bez wysiłku. Nie trzeba wracać do poprzednich rozdziałów ani zastanawiać się, kto jest kim. Dla wielu czytelników będzie to ogromny atut, szczególnie jeśli szukają lekkiego thrillera na weekend.
Myślę też, że osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tym gatunkiem, mogą odebrać tę historię znacznie lepiej niż ja. Być może nie będą zwracały uwagi na niuanse policyjnych procedur czy konstrukcję dialogów, tylko dadzą się porwać samej intrydze.
I naprawdę życzę tej książce takich czytelników.
Bo mimo moich zastrzeżeń widzę w autorce potencjał. Mam poczucie, że najbardziej zabrakło tutaj doświadczenia i jeszcze jednego etapu pracy nad tekstem. Dobrego redaktora, który powiedziałby: „Zostaw trochę miejsca dla wyobraźni czytelnika. Nie tłumacz wszystkiego. Pokaż, zamiast opowiadać.”
To są rzeczy, których można się nauczyć.
Czy polecam?
Tak, ale z pewnym zastrzeżeniem.
Jeżeli szukacie lekkiego thrillera z prostym językiem, wyraźnie poprowadzoną fabułą i nie przeszkadza Wam bardziej filmowa niż realistyczna konwencja, możecie spędzić z tą książką całkiem przyjemny wieczór.
Jeżeli natomiast – tak jak ja – zwracacie ogromną uwagę na wiarygodność psychologiczną bohaterów, naturalność dialogów, policyjny realizm i budowanie napięcia poprzez niedopowiedzenia, istnieje spora szansa, że będziecie mieli podobne odczucia do moich.
I właśnie dlatego ta recenzja była dla mnie jedną z trudniejszych do napisania.
Bo patronat medialny nigdy nie powinien oznaczać bezkrytycznego zachwytu.
Powinien oznaczać odpowiedzialność. Za autora. Za wydawnictwo.
Ale przede wszystkim za czytelników, którzy od lat wiedzą, że u Zbrodnie na Widelcu nie wystawiam laurek z grzeczności.
To tylko moja opinia. Być może dlatego, że – jak śmieją się moi znajomi – jestem już trochę „psychiczna” od ilości przeczytanych kryminałów i thrillerów. Być może ktoś inny zamknie tę książkę z wypiekami na twarzy i uzna ją za świetną rozrywkę. I to jest w porządku. Literatura nie musi podobać się wszystkim.
Ale szczerość wobec własnych odczuć jest dla mnie ważniejsza niż wygoda. I tej zasady zamierzam trzymać się niezależnie od tego, czy na okładce znajduje się logo patronatu, czy nie.
Książki przychodzą i odchodzą. Jedne zostają w pamięci na lata, inne po prostu zapewniają kilka godzin rozrywki. „Cena sławy” nie stała się dla mnie thrillerem, który będę wspominać za rok czy dwa. Zostawiła jednak coś innego – przypomniała mi, że patronat medialny nie zwalnia z uczciwości. Wręcz przeciwnie. To właśnie wtedy szczerość jest najbardziej potrzebna.
Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

