Recenzje

„Czarna skrzynka” – Dawid Kain

Autor: Dawid Kain
Tytuł: Czarna skrzynka

Data premiery: 24.09.2025
Wydawnictwo:Wydawnictwo IX
Liczba stron: 300
Gatunek: horror, thriller

„Nigdy nie czułem się na tym świecie jak u siebie.”

To zdanie zostaje po lekturze jak echo po wystrzale. Nie dlatego, że jest wyjątkowo poetyckie, ale dlatego, że streszcza całą istotę „Czarnej skrzynki” Dawida Kaina – powieści o trzech ludziach, którzy już dawno przestali być sobą. To historia o rozpadzie, ale nie o tym widowiskowym, z wybuchami i krwią, tylko o tym cichym, który dzieje się w głowie, w telefonie, w pamięci.

Kain zabiera nas do świata, w którym każdy człowiek jest własnym eksperymentem i własną ofiarą. Patryk – błyskotliwy twórca gier, człowiek sukcesu, którego codzienność rozłazi się jak źle zaprogramowana aplikacja. Kamil – dawny kolega, dziś cień, który wierzy, że Patryk ukradł mu wszystko: pomysł, życie, przyszłość. I wreszcie Wiktoria – influencerka od emocjonalnego fitnessu, która wierzy, że dobroć można zmierzyć liczbą subskrypcji. Troje ludzi zamkniętych w swoich symulacjach, powiązanych wspólną przeszłością i czymś, co trudno już nazwać rzeczywistością.

Fabuła rozlewa się powoli, nie w linii prostej, lecz w spiralach. Czas nie biegnie tutaj do przodu – raczej krąży jak błądzący dron nad polem katastrofy. Autor pozwala każdej z postaci opowiedzieć tę samą historię na swój sposób.

Patryk zaczyna pracę nad nowym projektem mającym zatrzeć granice między fikcją a rzeczywistością. Ale granice to rzecz zdradliwa. Czasem wystarczy jeden fałszywy ruch, jeden błędny plik w pamięci, żeby  wszystko runęło. Gdy przed jego domem pojawia się tajemnicza czarna skrzynka, zaczyna się coś, co wymyka się logice.

To, co na początku wygląda jak thriller, szybko przeradza się w psychologiczną wiwisekcję, w której nie ma miejsca na prostą moralność. Wszyscy są tu winni i nikt nie ma racji. Każdy wierzy, że jest ofiarą, każdy też w jakimś sensie jest oprawcą. W tym świecie prawda nie istnieje – są tylko wersje, montaże, streamy, nagrania. I właśnie z tych wersji autor składa swoją opowieść.

Styl tej książki jest trudny w pierwszym kontakcie, ostry jak szkło. Autor pisze językiem, który przypomina zgrzyt przesuwanej po metalu igły: precyzyjny, chłodny, złośliwie analityczny. Zdania tną jak montaż filmowy – krótkie, rytmiczne, urywane. Tam, gdzie inni piszą emocjami, Kain pisze strukturą. Widać, że konstruuje powieść jak grę: są levele, powtórzenia, alternatywne ścieżki, błędy systemu. Czytelnik nie czyta – uczestniczy. Przechodzi kolejne poziomy, wraca do tych samych scen, szuka sensu. I jeśli się wciągnie, dostaje coś, czego w literaturze nie ma często – doświadczenie.

Ale nie ma co udawać: Czarna skrzynka to nie jest książka dla każdego. Dla mnie nie była. Szanuję, doceniam, rozumiem koncepcję, ale ten świat, ten sposób narracji, ten chłód – to nie mój klimat. Autor osiąga efekt, którego chciał: zapętlenie, rozbicie czasu, narracyjne fraktale – ale przy okazji gubi to, co dla mnie w literaturze najważniejsze – emocję. W pewnym momencie miałam wrażenie, że ciągle czytam ten sam rozdział, tylko z innego kąta. Że bohaterowie nie żyją, a po prostu wykonują pętlę ruchów, które już dawno przestały coś znaczyć. Domyślam się, że właśnie o to chodziło – o pokazanie świata, w którym człowiek staje się algorytmem. Ale czytelniczo… to trochę jak gra, w której ciągle giniesz w tym samym miejscu.

A jednak trudno odmówić autorowi klasy. Jego pisanie jest jak z zimnego laboratorium – każde słowo odmierzone, każda scena obliczona na efekt. Autor nie moralizuje. Nie tłumaczy. Pokazuje ludzi takimi, jakimi stali się w epoce lajków, filtrów i autopromocji.

Patryk to współczesny Frankenstein, który stworzył potwora i sam stał się jego częścią. Wiktoria – uosobienie kultury online, w której nawet rozstanie można transmitować na żywo. Kamil – wieczny chłopiec, który nigdy nie wyszedł z upokorzenia sprzed lat, i który w końcu doprowadza wszystko do najstraszniejszego końca. Każde z nich ma własną czarną skrzynkę, a w niej własną wersję prawdy.

Kain nie szuka współczucia. Nie daje katharsis. Pokazuje raczej, jak współczesna przemoc staje się treścią dnia – jak można kogoś zniszczyć, nie podnosząc na niego ręki, tylko puszczając live’a. To nie horror, tylko precyzyjny portret społeczeństwa, które pomyliło życie z jego zapisem.

Warsztatowo – perfekcja. Psychologicznie – chłód. Emocjonalnie – znieczulenie. To nie jest książka, która cię „porwie”, raczej taka, która cię unieruchomi i zmusi do patrzenia w ekran, nawet jeśli masz ochotę go wyłączyć.

Czytałam „Czarną skrzynkę” z podziwem i rosnącym dystansem. Bo to świetnie napisana książka, tylko że całkowicie nie moja. Zbyt konsekwentna w tym chłodzie, zbyt hermetyczna, zbyt mocno zanurzona w strukturze, by mogła mnie emocjonalnie dotknąć. A jednak – nie mogę przejść obok niej obojętnie. Bo jest w niej coś niepokojąco prawdziwego. Coś, co zostaje w głowie długo po zamknięciu ostatniej strony: świadomość, że dziś każdy z nas jest potencjalnym Patrykiem, Wiktorią albo Kamilem. Że wszyscy gramy w tę samą grę, tylko nie wiemy, kto trzyma w rękach kontroler.

Kain ma odwagę pisać bez nadziei. I to wcale nie jest zarzut. W świecie, w którym wszystko jest wystudiowane i sformatowane, jego proza jest szczera właśnie dlatego, że nie próbuje się podobać. Jest jak lustro, w którym nie widać twarzy, tylko piksele. To studium ludzkich błędów, powtórek, obsesji. Autor nie daje nam historii o przebaczeniu ani o winie. Daje opowieść o pustce. O tym, co zostaje po człowieku, gdy wyłączy się ekran.

Nie, nie pokochałam tej książki. Ale szanuję ją – za precyzję, za bezkompromisowość, za to, że ma odwagę być niewygodna. Nie jest dla tych, którzy chcą odpocząć przy literaturze. Jest dla tych, którzy chcą się z nią szarpać.

Ta książka opowiada o nas – o świecie, który codziennie zostawia po sobie nowe nagranie, nowy klip, nową wersję prawdy. O świecie, w którym nawet tragedia musi mieć thumbnail, żeby ktoś ją kliknął.

A kiedy już zamkniesz książkę i ekran, zostaje to jedno zdanie, które nie daje spokoju:

„Stajesz się tym, kogo udajesz.”

I nagle nie wiadomo, czy mowa o bohaterach Kaina, czy o nas wszystkich.


Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *