Recenzje

„Zło dzieje się”- Sabina Słowińska

Autor: Sabina Słowińska
Tytuł: Zło dzieje się

Data premiery: 24.04.2026
Wydawnictwo:Wydawnictwo AlterNatywne
Liczba stron: 287
Gatunek: thriller psychologiczny

„Profesor miał rację: gdy opadł pancerz, na powierzchnię wypłynęła sama jej esencja. Serce…”

Przyznaję bez bicia – kiedy po raz pierwszy zobaczyłam boginię Samotności przypominającą skrzyżowanie koszmaru sennego z awarią huty stali, nie spodziewałam się, że zakończę tę historię, rozmyślając o kruchości ludzkiego serca. Spodziewałam się walki. Spodziewałam się widowiskowego starcia dobra ze złem. Spodziewałam się wszystkiego, tylko nie tego, że Sabina Słowińska wyciągnie mi spod nóg dywan i zostawi mnie pośrodku opowieści o samotności tak przejmującej, że musiała przybrać postać potwora.

„Zło dzieje się” zaczyna się jak klasyczna przygoda z pogranicza grozy, fantastyki i rodzinnej tajemnicy. Jest tu portal między światami. Są istoty, które nigdy nie powinny przekroczyć jego granicy. Jest naszyjnik, którego znaczenie okazuje się znacznie większe, niż początkowo przypuszczają bohaterowie. Są także ludzie próbujący zachować zdrowy rozsądek w sytuacji, w której zdrowy rozsądek dawno już spakował walizki i wyprowadził się na drugi koniec kraju.

W centrum tej historii stoi Steven. Człowiek zmęczony, poharatany przez życie, dźwigający ciężar dawnych wydarzeń niczym marynarz ciągnący za sobą kotwicę przywiązaną do kostki. Nie jest herosem. Nie przypomina bohaterów współczesnych powieści fantasy, którzy jednym spojrzeniem potrafią pokonać armię demonów, a drugim zdobyć serce księżniczki. Steven jest zwyczajny.

Najciekawszą postacią dla mnie pozostaje jednak profesor Radomir. Och, cóż za piękna katastrofa emocjonalna.W powieści pełni funkcję mędrca. Człowieka, który wie więcej od innych. Kogoś, kto wydaje się ostatnim rozsądnym pasażerem na tonącym statku. To właśnie jego historia nadaje tej historii ciężar.

Przez większość lektury miałam wrażenie, że autorka prowadzi mnie przez dwa równoległe światy. Jeden jest światem przygody. Dzieje się dużo. Czasem nawet bardzo dużo. Bohaterowie szukają rozwiązań, podejmują ryzyko, próbują zrozumieć zasady rządzące rzeczywistością, która coraz bardziej wymyka się zdrowemu rozsądkowi.

Drugi świat jest znacznie bardziej niebezpieczny. Bo jest światem emocji. Straty. Żałoby. Poczucia winy. Depresji.

I ten drugi świat okazał się dla mnie znacznie ciekawszy.

Podoba mi się to, że Sabina Słowińska nie próbuje być psychologiem. Nie wygłasza wykładów. Nie tłumaczy czytelnikowi, co powinien myśleć. Nie rozpisuje długich monologów o zdrowiu psychicznym. Pozwala historii mówić za siebie.

To ogromna różnica. W literaturze bardzo łatwo pomylić mądrość z kazaniem. Tutaj tego problemu nie ma. Zamiast morałów dostajemy symbole. Zamiast wykładów dostajemy obrazy. Zamiast diagnoz dostajemy emocje. A emocje mają tę przewagę nad teorią, że zostają z człowiekiem znacznie dłużej.

Ogromnym atutem książki są również bohaterowie. Nie dlatego, że są idealni. Na szczęście nie są. Mają własne lęki, własne słabości, własne momenty zwątpienia. Kłócą się. Żartują. Popełniają błędy. Improwizują bardziej, niż chcieliby przyznać. I właśnie dlatego przypominają ludzi.

Szczególnie polubiłam relacje między nimi, bo w świecie pełnym niepokojących zjawisk to właśnie one stają się kotwicą dla czytelnika. Dzięki nim historia nie odlatuje w stronę czystej fantastyki. Zostaje blisko człowieka.  A człowiek jest tutaj najważniejszy. Nawet wtedy, gdy obok przechadzają się rzeczy zdecydowanie niebędące ludźmi.

Autorka ma również coś, czego nie da się nauczyć na żadnym kursie kreatywnego pisania. Potrafi pisać sceny, które wyglądają jak szaleństwo, ale podczas czytania wydają się całkowicie logiczne.

To niezwykle rzadka umiejętność. Bo kiedy czytałam kolejne rozdziały, ani razu nie pomyślałam: „No dobrze, ale to przecież absurd”.

Wręcz przeciwnie. Łapałam się na tym, że przyjmuję wszystkie te wydarzenia z zaskakującą naturalnością. Jakby oczywiste było, że człowiek może stanąć twarzą w twarz z własnymi demonami. Jakby oczywiste było, że samotność może przybrać materialny kształt. Jakby oczywiste było, że największe bitwy toczą się nie na polach walki, lecz w głowie.

To właśnie wtedy zrozumiałam, dlaczego ta historia działa tak dobrze.

Nie opowiada o potworach. Opowiada o emocjach. Potwory są jedynie językiem, którym zostały zapisane.

I właśnie dlatego finał zrobił na mnie takie wrażenie. Nie zamierzam zdradzać szczegółów.

Powiem tylko, że spodziewałam się wielu rzeczy. Grozy. Walki. Katastrofy. Spektakularnego rozwiązania.

Nie spodziewałam się natomiast wzruszenia. A już na pewno nie takiego wzruszenia.

Bo ostatnie strony tej książki nie próbują wygrać siłą.

Próbują wygrać znaczeniem.

I wygrywają.

Zaskoczyło mnie, jak wiele delikatności znalazło się w historii, która na pierwszy rzut oka wygląda jak opowieść o walce ze złem.

Im bliżej końca, tym wyraźniej widać, że autorkę interesuje coś znacznie bardziej skomplikowanego niż prosty podział na dobro i zło.

Interesuje ją człowiek. Jego słabość. Jego cierpienie. Jego zagubienie.

I jego zdolność do powrotu.

Bo przecież nie każda historia o ciemności jest historią o przegranej.

Niektóre są historiami o wychodzeniu z niej.

I właśnie tak odebrałam tę książkę.

Jako opowieść o odzyskiwaniu światła.

Nie nachalną.

Nie sentymentalną.

Nie przesłodzoną.

Momentami dziwną.

Momentami szaloną.

Momentami wręcz bezczelnie odważną w swoich pomysłach.

Ale dzięki temu zapadającą w pamięć.

„Zło dzieje się” nie jest książką idealną. Ma swoje uproszczenia, kilka scen mogłoby zostać skróconych, a niektóre dialogi bywają bardziej funkcjonalne niż naturalne.

Tylko że po zamknięciu ostatniej strony nie myślałam o tych drobiazgach.

Myślałam o samotności.

O depresji.

O ludziach próbujących uratować kogoś, kto sam już nie wierzy, że można go uratować.

I o tym, że czasami literatura fantastyczna potrafi powiedzieć o człowieku więcej prawdy niż najbardziej realistyczna powieść obyczajowa.

A to już nie zdarza się często.

Bo zło rzeczywiście się dzieje. Ale czasem, całe szczęście, wydarza się również coś innego.

Ktoś wyciąga rękę. I nie pozwala nam zostać samym.


Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *