
Autor: Emma Angstrom
Tytuł: To jej.Wina
Data premiery: 25.06.2025
Wydawnictwo:Wydawnictwo LeTra
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał, thriller psychologiczny
Tłumaczenie:Monika Walczak
„To się więcej nie powtórzy. A ty już nigdy mnie aż tak nie rozdrażnisz”.
Przeczytajcie to jeszcze raz. Powoli.
To nie są przeprosiny. To groźba przebrana za skruchę. Jedno z tych zdań, po których człowiek na moment zamiera, bo w kilku słowach mieści się cały mechanizm przemocy: ja zrobiłem coś złego, ale to ty mnie do tego zmusiłaś. Ja straciłem panowanie nad sobą, ale następnym razem lepiej pilnuj swojego zachowania.
I właśnie o tym jest „To jej.Wina”. Nie o potworze wyskakującym z ciemności, lecz o takim, który najpierw mówi kobiecie dokładnie to, co chce usłyszeć. Potem stopniowo przesuwa granice, aż ona sama przestaje wiedzieć, gdzie właściwie się kończy miłość, a zaczyna strach.
Fanny jest fizjoterapeutką. Ma pracę, własne życie i Maj-Britt – przyjaciółkę, która zna ją wystarczająco dobrze, by zauważyć, że coś zaczyna się z nią dziać. Pewnego wieczoru Fanny trafia w TV na „Więźniów” – serial dokumentalny pokazujący codzienne życie osadzonych w zakładzie karnym o zaostrzonym rygorze. To właśnie tam po raz pierwszy widzi Johana. Zafascynowana jego spokojem, inteligencją i łagodnością wykupuje dostęp do całej serii, a potem zarywa noc, oglądając wszystkie dziesięć odcinków. Johan wypada na tle pozostałych więźniów niemal absurdalnie dobrze. Jest kulturalny, mówi z szacunkiem o innych, zna języki, lubi poezję i przekonuje, że udziałem w programie chciał przypomnieć widzom, iż osadzeni również są ludźmi. Fanny najpierw ulega temu starannie wyreżyserowanemu obrazowi, a dopiero później dowiaduje się, że ten łagodny, refleksyjny mężczyzna odsiaduje dożywocie za morderstwo. Czerwona flaga? Kochani, tutaj od początku nad całą historią łopocze czerwony namiot cyrkowy, orkiestra gra marsz pogrzebowy, a zdrowy rozsądek pakuje walizkę i wychodzi bez pożegnania.
Fanny pisze listy do Johana. On jest uważny, czuły i szalenie przekonujący. Opowiada jej o miłości, przeznaczeniu, wspólnym domu, dzieciach i przyszłości, której przecież teoretycznie nie może jej dać. Fanny jednak nie zakochuje się w skazanym mordercy. Zakochuje się w człowieku, którego zbudowała z jego słów, własnych potrzeb i wielkiego pragnienia, żeby dla kogoś być tą jedyną.
Czytając jej historię, co kilka stron wzdychałam: „Boże, kobieto, jak możesz być aż tak naiwna?”. Chwilami miałam ochotę wejść do książki, zabrać jej telefon, podrzeć listy i potrząsać nią tak długo, aż wszystkie romantyczne bzdury Johana wypadną jej z głowy.
Bo przecież my, siedząc po bezpiecznej stronie kartek, widzimy wszystko. Widzimy manipulację. Widzimy, jak Johan bada granice, oddziela Fanny od Maj-Britt i wbija jej do głowy, że przyjaciółka jest przeciwko nim. Widzimy, jak zdejmuje z siebie odpowiedzialność za kolejne wybuchy agresji. Dostrzegamy ten moment, w którym piękne „tylko ty mnie rozumiesz” zaczyna znaczyć „nie potrzebujesz już nikogo poza mną”.
Fanny tego nie widzi. A może raczej nie chce zobaczyć, bo musiałaby przyznać, że miłość, w którą zainwestowała całą siebie, od początku była starannie zastawioną pułapką.
I tutaj kończy się łatwe ocenianie.
Tak, Fanny jest naiwna. Tak, podejmuje decyzje tak absurdalne, że podczas czytania człowiekowi więdną ręce. Ale jej historia nie jest przecież jednostkowym wybrykiem wymyślonym na potrzeby thrillera. Kobiet zakochujących się w mężczyznach odbywających kary za najcięższe przestępstwa jest mnóstwo. Wierzą, że świat go nie zrozumiał. Że poprzednie kobiety go skrzywdziły. Że wyrok nie mówi całej prawdy. A przede wszystkim – że dla nich się zmieni. To „dla mnie się zmieni” jest chyba jednym z najbardziej tragicznych zaklęć, jakie kobiety potrafią rzucić same na siebie.
Drugą bohaterką jest Edda, która porzuca dotychczasową pracę i trafia do fundacji pomagającej kobietom uciekającym od przemocowych partnerów. Wchodzi do świata, w którym nie wystarczy powiedzieć: „odejdź od niego”. Bo odejście nie jest prostą decyzją między dobrem a złem. Czasem oznacza zostawienie domu, rzeczy, pieniędzy i całego dotychczasowego życia. Czasem wymaga ukrycia się pod tajnym adresem, odcięcia telefonu, zmiany codziennych przyzwyczajeń i ciągłego oglądania się za siebie.
A przede wszystkim wymaga uwierzenia, że to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami, naprawdę jest przemocą.
Edda pomaga takim kobietom, lecz sama nie dostrzega, że jej małżeństwo zaczyna przypominać historie, których słucha w fundacji. Rasmus nie musi od razu podnosić na nią ręki. Wystarczy, że podważa jej decyzje, umniejsza jej, wybucha, obraża, a później zaprzecza słowom, które przecież słyszała. Wystarczy, że po każdej awanturze to Edda zastanawia się, co mogła zrobić inaczej.
Czy źle zapamiętała?
Czy przesadziła?
Czy niepotrzebnie go zdenerwowała?
Może rzeczywiście zrobiła problem z niczego?
I właśnie ten wątek uderzył mnie najmocniej, bo przemoc nie zawsze zostawia siniaki, które można sfotografować. Czasem zostawia kobietę stojącą pośrodku własnego życia i zastanawiającą się, czy ma jeszcze prawo wierzyć własnej pamięci. Gaslighting nie polega wyłącznie na kłamstwie. To metodyczne rozmontowywanie czyjejś pewności siebie, aż ofiara zaczyna potrzebować sprawcy nawet do tego, by powiedział jej, co naprawdę się wydarzyło.
Ta tematyka nie jest mi obca, dlatego nie umiałam czytać „To jej wina” z chłodnym dystansem. Nie mogłam potraktować jej wyłącznie jak sprawnego thrillera, zaliczyć zwrotów akcji, ocenić napięcia i elegancko odłożyć na półkę. Za dobrze wiem, jak brzmi obwinianie kobiety za cudzą agresję. Jak łatwo zapytać: „Dlaczego nie odeszła?”, zamiast: „Dlaczego on ją krzywdził?”. Jak chętnie otoczenie analizuje jej wybory, strach i błędy, podczas gdy odpowiedzialność sprawcy zaczyna gdzieś po drodze rozmywać się jak tusz na mokrym papierze.
Autorka bardzo wyraźnie pokazuje także rolę organizacji pomagających kobietom. Nie tworzy bajki, w której jeden telefon naprawia całe życie. Pomoc oznacza rozmowę, bezpieczne schronienie, ubrania, meble, wsparcie prawne, finansowe i psychologiczne. Czasem oznacza po prostu obecność kogoś, kto po raz pierwszy nie zapyta: „Co zrobiłaś, że tak się zdenerwował?”, tylko powie: „To nie jest twoja wina”.
Szczególnie mocno wybrzmiewa tu absurd systemu: sprawca nadal porusza się swobodnie, a kobieta musi porzucić swoje życie i ukrywać się niczym przestępczyni. To ona zmienia adres. Ona rezygnuje z pracy. Ona pilnuje telefonu, konta bankowego i drogi, którą wraca do domu. To jej świat kurczy się do rozmiaru zamkniętego pokoju, choć przecież nie ona popełniła przestępstwo.
W tym wszystkim „To jej.Wina” pozostaje książką, od której naprawdę trudno się oderwać. Krótkie rozdziały, przeplatające się historie Eddy i Fanny oraz coraz silniejsze poczucie zagrożenia sprawiły, że czytałam ją szybko i z rosnącym napięciem. Miałam te wszystkie czytelnicze odruchy, których nie da się kontrolować: „nie idź tam”, „nie odbieraj”, „nie wierz mu”, „na litość boską, powiedz komuś”. Oczywiście bohaterki nie słuchały. Bohaterki nigdy nie słuchają kobiety siedzącej z książką na kanapie, choć ta najwyraźniej wie wszystko najlepiej.
Nie każda sytuacja w kryminalnej części fabuły jest równie wiarygodna. Kilka zdarzeń układa się autorce podejrzanie wygodnie, a część procedur związanych z bezpieczeństwem kobiet aż prosi się o mocniejsze zabezpieczenia. Tylko że podczas czytania nie to było dla mnie najważniejsze. Ta historia wygrała emocjami. Bezsilnością, strachem i wściekłością. Tym nieustannym balansowaniem między ochotą, by potrząsnąć bohaterką, a potrzebą, by ją przytulić.
Bo z zewnątrz łatwo zobaczyć klatkę. Znacznie trudniej rozpoznać ją wtedy, gdy ktoś wcześniej przekonał nas, że jej kraty są dowodem miłości.
Tytuł „To jej.Wina” jest celny aż do bólu. To zdanie mogłoby wypowiedzieć wielu mężczyzn w tej książce. Mogłoby paść z ust ludzi, którzy zawsze znajdą powód, by rozliczyć kobietę z jej zachowania. Ale najgorszy moment przychodzi wtedy, gdy ona sama zaczyna je powtarzać. Kiedy cudze oskarżenie zadomawia się w jej głowie i brzmi już jak własny głos.
To mocna, bardzo potrzebna i wciągająca opowieść o kobietach, które boją się odejść, bo jeszcze bardziej boją się samotności. O tych, które wierzą, że wystarczy kochać mocniej, być spokojniejszą, bardziej cierpliwą, mniej wymagającą. O tych, które przepraszają za cudzą przemoc.
I o ludziach, którzy próbują im przypomnieć coś, czego sprawca zrobił wszystko, żeby nie pamiętały:
To nie jej wina.
Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

