Recenzje

„Pierwszy śnieg” – Patrycja Giesecke

Autor: Patrycja Giesecke
Tytuł: Pierwszy śnieg

Data premiery: 03.03.2025
Wydawnictwo: Wydawnictwo Lingua Mortis
Liczba stron: 144
Gatunek: horror

„Pierwszy płatek śniegu unosił się subtelnie, bujany podmuchami wiatru niczym puszek kurzu…”

I w tym jednym, niewinnym obrazie jest już wszystko. Bo w Duchowicach śnieg nie jest śniegiem. Nie jest grudniową pocztówką, nie jest romantycznym filtrem na Instagram. Jest zapowiedzią. Wyrokiem. Zegarem, który zaczyna tykać dokładnie wtedy, gdy jeszcze próbujesz udawać, że to tylko pogoda.

Duchowice to wieś, z której się nie wyjeżdża. A jeśli ktoś wyjeżdża, to prędzej czy później wraca, z podkulonym ogonem, z traumą, z czymś niedopowiedzianym w gardle. Ludzie tu żyją obok siebie od pokoleń, znają swoje grzechy, swoje słabości, swoje brudne sekrety, ale udają, że wszystko jest jak trzeba, bo przecież kładka do naprawy, owce do wypasu, dzieci do wykarmienia. Tyle że nad tym wszystkim wisi Noc Zejścia. I każdy o niej wie. I nikt nie chce o niej mówić za długo.

Natalia prowadzi hotel „Pod Jodłą”, centrum życia tej małej społeczności, miejsce, gdzie kawa smakuje jak zawsze, a rozmowy brzmią jakby toczyły się od dwudziestu lat w tym samym rytmie. Jest kobietą, która powinna być spokojna – ma biznes, ma rutynę, ma twarz, którą pokazuje światu – a jednak pod skórą nosi coś, czego nie potrafi nazwać. Gdy spada pierwszy śnieg, nie myśli o dekoracjach i świątecznych rezerwacjach. Myśli o tym, że zaczęło się odliczanie. I że znowu trzeba będzie przetrwać.

Leszek, który próbował wyrwać się do Krakowa, zderza się z tą wsią jak z betonową ścianą. Można wyjechać, można udawać, że jest się kimś innym, można założyć elegancką koszulę i mówić o biznesie – ale Duchowice i tak wrócą w snach. Wracają krzykiem. Wracają wspomnieniem, które budzi go co roku dokładnie wtedy, gdy ziemię przykrywa pierwszy biały puch. I to jest najbardziej przewrotne: ta wieś nie potrzebuje kajdan. Wystarczy pamięć.

Marek Baliński, rolnik z krwi i kości, ojciec czterech synów, człowiek, który wie, że życie to ciężka robota i jeszcze cięższe konsekwencje. Nosi w sobie winę jak kamień w kieszeni. Kocha rodzinę, nienawidzi losu, który mu przypadł, a jednak wciąż idzie do przodu, jakby siła rozpędu miała go ochronić przed tym, co nieuniknione. Jego żona Maryśka – Maru – piękna mimo zmęczenia, z twarzą poznaczoną wiatrem i czasem, jest obok niego jak cichy świadek. Ich dom to nie azyl. To przystanek przed czymś, co przychodzi zawsze.

W hotelu krząta się Wolska – wysoka, chuda, z ironicznym błyskiem w oku – i jej córka Anna, która robi stroiki i ma więcej świadomości niż niejeden dorosły w tej wsi. Anna wie, że Duchowice to system, w którym każdy ma swoją rolę, a dzieci nie są tylko dziećmi, lecz elementem większej układanki. Władek, najbogatszy w okolicy, z nowym domem i samochodem, który powinien być symbolem sukcesu, w rzeczywistości siedzi w smutku, którego nie da się zagłuszyć pieniędzmi. Bo tu nie chodzi o to, ile masz. Chodzi o to, czy przetrwasz.

I właśnie na tym polega pierwsza część tej historii – na czekaniu.

Na krążeniu wokół tego samego wydarzenia z różnych perspektyw. Pierwszy śnieg. Dzień Ciszy. Milczenie, które nie jest spokojem, tylko napięciem rozciągniętym jak struna. Każdy z bohaterów reaguje inaczej, każdy niesie własny bagaż, ale mechanizm jest ten sam. Odliczanie.

I tu zaczęłam się wiercić.

Bo autorka wybrała drogę powtarzalności. Zamiast pędzić fabułę do przodu, wraca do tych samych momentów, ogląda je z innego kąta, zagląda do innego domu, innej głowy. Klimat jest gęsty, duszny, lepki jak mgła nad polaną. Ale jeśli oczekujesz ruchu, jeśli chcesz, żeby napięcie rosło jak lawina, możesz poczuć, że stoisz w miejscu.

Ja czułam.

Nie dlatego, że to źle napisane. Wręcz przeciwnie – język jest plastyczny, obrazy działają, wieś oddycha własnym powietrzem. Czuć ten wiatr, tę ciszę, ten lęk, który wisi między ludźmi jak niewypowiedziane zdanie. Tyle że przez długi czas miałam wrażenie, że obracam w dłoniach tę samą scenę, tylko pod innym światłem.

Duchowice są jak zamknięta kula śnieżna, którą ktoś potrząsa raz w roku. Płatki wirują, bohaterowie miotają się w środku, a ja patrzę i zastanawiam się, czy zaraz coś pęknie. I długo nie pęka.

To nie jest książka dla tych, którzy potrzebują dynamicznych zwrotów akcji co trzy rozdziały. To opowieść o wspólnocie, która żyje z piętnem. O ludziach, którzy wiedzą, że nadchodzi coś złego, a mimo to smażą jajecznicę, sprzątają hotel, jadą na cmentarz. O strachu, który nie krzyczy, tylko siedzi cicho przy stole.

Bywało, że miałam ochotę potrząsnąć tą historią i powiedzieć: przyspiesz. Pokaż więcej. Daj mi coś, czego jeszcze nie widziałam. Bo samo oglądanie tej samej zapowiedzi z różnych punktów widzenia, choć literacko uzasadnione, dla mnie było za mało, by utrzymać pełne skupienie.

A potem przychodzi finał.

Nie powiem nic. Ani słowa. Żadnych tropów, żadnych podpowiedzi. Powiem tylko tyle: to jest ten moment, w którym zamykasz książkę i przez chwilę siedzisz w ciszy. I nagle wszystko, co wcześniej wydawało się powtarzalne, zaczyna układać się w inny wzór. Jakby ktoś odsunął zasłonę i pokazał, że patrzyłaś na coś zupełnie innego, niż myślałaś.

To było moje wielkie „wow”.

Takie prawdziwe, szczere, bez cudzysłowu. I tak, to wynagrodziło wcześniejsze znużenie. Sprawiło, że poczułam respekt wobec odwagi konstrukcyjnej. Bo trzeba mieć odwagę, żeby przez pół książki budować iluzję, a potem jednym ruchem zmienić jej sens.

Czy „Pierwszy śnieg” mnie porwał? Nie.

Czy mnie znudził? Momentami tak.

Czy zostawił mnie obojętną? Absolutnie nie.

To historia, która wymaga cierpliwości. I albo kupisz tę powolność, to krążenie wokół jednego rytuału, albo będziesz zerkać na numer strony z lekkim zniecierpliwieniem. Ja byłam gdzieś pośrodku – między podziwem dla klimatu a potrzebą większego ruchu.

Ale finał… finał sprawia, że nie można tej książki zbyć wzruszeniem ramion. I choć pierwsza część fabuły we wsi była dla mnie bardziej atmosferą niż akcją, to całość zostawia ślad.

A czasem jedno mocne „wow” potrafi przykryć długą zimę wątpliwości.


Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *