Recenzje

„Kredziarz” – C.J.Tudor

Autor: C.J.Tudor
Tytuł: Kredziarz

Data premiery: 28.02.2018
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał, thriller
Tłumaczenie: Piotr Kaliński 

„..Wydaje nam się, że chcemy poznać prawdę, ale w rzeczywistości interesuje nas tylko ta jej wersja, która nam pasuje..”

To jedno zdanie ustawia całą opowieść, zanim jeszcze zdążysz się w niej rozgościć. Bo Kredziarz nie zaczyna się od zbrodni, krzyku ani sensacji. Zaczyna się od dzieciństwa. A dzieciństwo, jak dobrze wiemy, bywa najniebezpieczniejszym gruntem, bo wtedy jeszcze nie odróżnia się ciekawości od ryzyka, odwagi od głupoty, a zabawy od czegoś, co zostaje z człowiekiem na całe życie.

Jest małe angielskie miasteczko. Takie, w którym ulice zna się na pamięć, a dorośli są przekonani, że panują nad sytuacją. Są wakacje, jest paczka dzieciaków, jest kreda. Zwykła, biała i kolorowa, krusząca się w palcach. Rysunki na chodnikach, znaki zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych. Kod. Gra. Coś, co miało być niewinne. Coś, co w tamtym momencie naprawdę było niewinne – przynajmniej w odczuciu dzieci.

C.J. Tudor bardzo sprytnie wprowadza nas w ten świat bez ostrzeżeń. Nie mówi: „uważaj”. Nie zapala czerwonej lampki. Pozwala czytelnikowi wejść w to dzieciństwo tak, jak wchodzi się we własne wspomnienia – z lekkim uśmiechem, z nutą nostalgii, z poczuciem, że przecież nic złego się nie stanie. A jednak od początku czuć drobne pęknięcia. Jakby ktoś pod spodem tej opowieści rysował inną kreskę. Cień. Coś, co jeszcze nie ma imienia, ale już niepokoi.

Równolegle prowadzona jest narracja dorosła. Eddie, po latach, opowiada swoją historię z dystansu, który z jednej strony chroni, a z drugiej – wygładza emocje. Przeszłość wraca nie w formie nagłego wybuchu, tylko sygnałów. Znaków. Powrotów, których nikt nie zamawiał. I to jest jeden z najmocniejszych elementów tej książki – świadomość, że przeszłość nie musi walić pięścią w drzwi. Czasem wystarczy, że zapuka. Cicho. Uparcie.

„Kredziarz” jest powieścią o pamięci. O tym, jak bardzo potrafi być wybiórcza, wygodna, nieuczciwa. I o tym, że człowiek nie tyle zapomina, ile aranżuje wspomnienia pod własny komfort. W którymś momencie pada zdanie:

„..prawdy nie można sobie wybrać. Prawda ma to do siebie, że po prostu jest. Można jedynie dokonać wyboru, czy w nią uwierzyć, czy nie.”

To zdanie nie jest tylko komentarzem do fabuły. To jest komentarz do czytelnika. Do mnie. Do Ciebie. Bo nagle orientujesz się, że sam zaczynasz czekać na wersję wydarzeń, która będzie dla Ciebie wygodniejsza.

Małe miasteczko w tej historii działa jak organizm podatny na infekcję. Wystarczy jedno słowo, jedno spojrzenie, jeden szept.

„Plotki są jak zarazki. Roznoszą się i mnożą w mgnieniu oka i zanim się człowiek zorientuje, wszyscy są zarażeni.”

I dokładnie tak to wygląda: prawda gubi się po drodze, zarażona cudzymi lękami, domysłami i potrzebą sensacji. Nikt nie czeka na fakty. Wszyscy czekają na historię, która da się opowiedzieć dalej.

Najbardziej niepokojące jest to, jak autorka portretuje dziecięcą odwagę. Tę szczególną odmianę odwagi, która nie zna jeszcze granic. „Głupcy biegną tam, gdzie aniołom strach nogi wiąże.”  Dzieci biegną, bo jeszcze nie wiedzą, że są miejsca, w które nie powinno się zaglądać. Że ciekawość potrafi być początkiem czegoś, czego nie da się już cofnąć. I że brak złych intencji nie chroni przed konsekwencjami.

„Kredziarz” długo trzyma się na tym cienkim napięciu. Na poczuciu, że coś jest nie tak, ale jeszcze nie wiadomo co. Autorka świadomie nie przyspiesza. Odkłada odpowiedzi. Krąży wokół tajemnicy. Buduje atmosferę, w której bardziej czuć ciężar niewypowiedzianego niż realne zagrożenie. I przez długi czas to działa. Bo ten ciężar jest gęsty, lepki, duszny. Czujesz go w gardle.

A potem – przynajmniej u mnie – pojawia się zmęczenie. Nie irytacja. Nie złość. Zmęczenie czekaniem. Mam świadomość, że historia zmierza w konkretnym kierunku, że coś się wydarzyło, że to „coś” było na tyle poważne, by zaważyć na całym życiu bohaterów. Ale napięcie emocjonalne nie rośnie razem z tą świadomością. Ono trwa. W jednym rejestrze. Jak dźwięk, który zamiast narastać, po prostu się ciągnie.

I to jest moment, w którym moje emocje zaczynają się rozjeżdżać z intencją autorki. Bo ja już nie pytam: co się wydarzyło? Zaczynam pytać: dlaczego ta historia opowiadana jest w taki sposób? Dlaczego Eddie mówi o tym wszystkim z taką ostrożnością, z takim filtrem, jakby nawet po latach bał się dotknąć sedna? Rozumiem to na poziomie intelektualnym. Ale emocjonalnie – zaczyna mi brakować narastającego napięcia.

A jednocześnie… ta książka robi coś bardzo nieuczciwie skutecznego. Zostaje w głowie. Nie jako thriller, który trzymał w napięciu do ostatniej strony, tylko jako opowieść o tym, jak bardzo lubimy siebie oszukiwać. Jak często pytamy o prawdę tylko po to, by usłyszeć to, co chcemy usłyszeć. Jak łatwo uwierzyć w wersję wydarzeń, która pozwala nam spokojnie funkcjonować dalej.

Tudor wraca do tego motywu konsekwentnie, niemal obsesyjnie. Bohaterowie pytają. Szukają. Ale tak naprawdę każdy z nich liczy na inną odpowiedź. I każdy z nich będzie musiał się w końcu zmierzyć z faktem, że prawda nie negocjuje. Ona po prostu jest.

Zakończenie „Kredziarza” nie robi gwałtownego zwrotu. Nie próbuje zszokować. Jest raczej chłodne, spokojne, domykające. I w tej powściągliwości jest coś bardzo uczciwego. Bo ta historia nie chce być fajerwerkiem. Ona chce być ciężarem. Czymś, co siada na barkach i zostaje tam na dłużej.

„Kredziarz” nie jest książką, która krzyczy. Ona mówi cicho. Czasem za cicho. Ale mówi rzeczy, które trudno całkiem zignorować. I nawet jeśli po drodze brakuje mi emocjonalnej eskalacji, nawet jeśli tempo bywa zbyt równe, to nie mogę powiedzieć, że ta historia jest pusta.

Bo prawda – jak przypomina sama książka – nie zawsze jest tym, co chcemy usłyszeć. Czasem jest tylko czymś, z czym trzeba nauczyć się żyć. I może właśnie dlatego „Kredziarz” zostaje w głowie dłużej, niż by się chciało. Nie jako ekscytująca opowieść, ale jako niewygodne pytanie, od którego nie da się już uciec.


Odkryj więcej z Zbrodnie na widelcu

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *